| < Grudzień 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Kategorie: Wszystkie | Gender | Gospodarka | Psychoewo | Różne | Wychowanie | pop | transhumanizm
RSS
wtorek, 29 grudnia 2009

Po raz kolejny komentarz dotyczyć będzie naszego ulubionego hormonu sterydowego. Cieszę się, że portal Onet wyświetlił tłumaczenie artykułu Timesa omawiające badania C. Eiseneggera obalające niektóre mity na temat Mr T. Komentarz zamieścił też portal Racjonalista.pl. Omawiany eksperyment wykazał, że T. sam w sobie nie wywołuje zachowań antyspołecznych i ryzykanckich. Taki efekt wystąpił jedynie u kobiet, którym powiedziano, że otrzymają testosteron. Zachowanie nieuczciwe i agresywne okazało się być efektem wiary w stereotypy na temat wpływu męskiego hormonu na psychikę. Kobiety, którym podano T. ale nie były o tym poinformowane nie tylko nie zachowywały się agresywnie, ale wręcz wykazały się większą uczciwością w grze.

Ed Yong pisze o uprzedzeniu do hormonu. Moim zdaniem eksperyment w piękny sposób pokazał siłę seksistowskich stereotypów. W tym przypadku ich ofiara padają mężczyźni. Kobiety uczestniczące w badaniu były przekonane, że wadą kolektywną mężczyzn jest właśnie agresywność i egoizm. Stąd oczekiwanie, że przyjęcie „męskiego” hormonu spowoduje, że te właśnie cechy się ujawnią. Czy mężczyźni rzeczywiście są agresywniejsi i bardziej egoistyczni od kobiet? Typowym przykładem wykazywania męskiej tendencji do zachowań agresywnych jest podawanie statystyk na temat popełniania przestępstw. Większość aktów agresji dokonują mężczyźni. Równocześnie więźniowie odsiadujący wyroki za akty agresji mają wysoki poziom testosteronu. Dla wielu naukowców i dziennikarzy te dwa fakty są wystarczającym dowodem by uznać mężczyzn za płeć agresywniejszą.

Nie jest to jednak poprawnie wyciągnięty wniosek. Po pierwsze przestępcy i psychopaci stanowią specyficzna grupę mężczyzn. Większość mężczyzn nie wykazuje skłonności do agresji. Wśród wielu grup mężczyzn także zdarzają się osoby z wysokim poziomem testosteronu, jednak nie czyni ich to agresywniejszymi. Również badania eksperymentalne pokazują, że podanie mężczyznom T. nie zwiększa u nich odczuwania irytacji ani ochoty na bijatykę. Istnieją zresztą uzasadnione powody, by przypuszczać, że związek T. - agresja jest odwrotny – to angażowanie się w rywalizację i zachowania agresywne podwyższa poziom testosteronu. Eisenegger twierdzi, że T. zwiększa chęć angażowania się w takie czynności, które podnoszą status społeczny. Moim zdaniem również w tym przypadku może występować odwrotna zależność przyczynowo – skutkowa. To poprawa statusu społecznego podnosi poziom T. u mężczyzn. Inne badania eksperymentalne pokazują, że sztuczne podniesienie T. u mężczyzn ma mały wpływ na psychikę – poprawia nastrój i obniża poziom lęku.

Badanie jak i sposób w jaki prasa je komentuje pokazuje jak bardzo rozpowszechniony jest biologiczny determinizm jako uzasadnienie dla seksistowskich stereotypów. Jest to niepokojący trend, bowiem wiara w istnienie „biologicznie zdeterminowanych różnic między kobietami, a mężczyznami” może doprowadzić wprost do zaniechania działań na rzecz wyrównywania szans w różnych aspektach naszego życia.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Dzisiaj krótka notka o informacji, jaka parę tygodni temu podała Bryła. W Malmo powstanie Centrum Sportu Kobiet, którego misją będzie wyrównanie szans kobiet w sporcie. Obiekt przeznaczony dla kobiet to wielka inwestycja o nawet zgrabnej oprawie architektonicznej. Na kobiecy sport wydaje się zdaniem inicjatorów tego centrum znacznie mniej pieniędzy, dlatego potrzeba jest wyrównania tego poziomi i temu ma służyć budowa kompleksu.

Nie mogę jednak zgodzić się z tezą jaka dość często pojawia się w feministycznej retoryce. „BIG ma oddawać kobiecą naturę. Z założenia miał różnić się od "męskich", zamkniętych obiektów sportowych nastawionych jedynie na bicie rekordów„ Bardzo łatwo przychodzi różnym działaczom i działaczkom zarówno feministycznych jak i prawicowych używanie słów „męski” i „kobiecy” w politycznym kontekście. Dlaczego jednak ma dotyczyć to sportu? Prawidłowo powinno się mówić o sporcie rekreacyjnym i zawodowym. Nie ma żadnego uzasadnienia teza, że sport zawodowy jest domeną mężczyzn, a rekreacyjny kobiet. Czy kobiety bijące rekordy jak Otylia Jędrzejczak nie są „kobiece”?

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Dzisiaj na Onecie zamieszczono artykuł NYT o "męskiej depresji poporodowej". Na szczęście tym razem odbyło się bez "rodziliśmy razem". Artykuł całkiem sympatyczny. Jednak tekst dotyczący zagadnień z poppsychologii żeby zasłużyć na opublikowanie w popularnym portalu lub prestiżowej gazecie musi dziś zawierać jakiś fragment o mózgach małp. W omawianym tekscie stwierdzono, że samce małp szerokonosych, które zajmują się potomstwem mają pewne zmiany w fizjologii mózgu. Nie wspomniano jednak jaki to gatunek małp i czy występuje u niego depresja poporodowa u samców.

Poza tym artykuł wspomniał też coś na temat ulubionego hormonu dziennikarzy - mr T. Chyba żadna inna substancja chemiczna nie może się poszczycić taka ilością wywołanych przez siebie memów jak ten steroid zwany "męskim". Pojawia się często jako tytuł piosenek, filmów, spektakli teatralnych. W tekście na Onecie powtórzono po raz kolejny bzdurę, że testosteron wywołuje agresję. Z tego powody rzekomo u młodych ojców poziom T spada, by ojciec nie zachowywał się agresywnie. Nie wspomniano jednak jakie formy agresji ojcowie wykazują przed porodem i dlaczego ta agresja jest niebezpieczna dla dziecka, ale już nie dla bezdzietnej partnerki.

Jednak mówiąc serio badania eksperymentalne nie potwierdzają przekonania, że wysoki poziom T wywołuje agresję u mężczyzn. Według innych teorii wysoki poziom tego hormonu spotyka się u mężczyzn wykonujących różne aktywności, optymistycznych i pewnych siebie. Natomiast relacja T - agresja jest odwrotna niż powszechnie się sądzi - to angażowanie się w zachowania agresywne podwyższa poziom "męskiego hormonu". Podobnie na stężenie tej substancji we krwi wpływa aktywność seksualna. Stad wyjaśnienie dlaczego tatusiowie mają mniej T niż reszta młodych mężczyzn jest dość oczywiste - przez pewien okres przed i po porodzie muszą zachować absencje seksualną. Do tego dochodzi też stres związany z dużymi zmianami w życiu.

Wszystkie matki, a być może i ojcowie przechodzą w okresie okołooporodowym zmiany hormonalne. Jednak tylko 10% matek zapada na depresję porodową. Zatem to nie hormony, lecz jakieś inne czynniki ją wywołują. Szkoda tylko, że leniwi naukowcy i dziennikarze zadowalają się prostymi biologistycznymi teoryjkami i nie chcą rzetelnie zbadać jaka sytuacja psychologiczna prowadzi do tej choroby u młodych matek i ojców.

11:50, meinglanz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 grudnia 2009

Dzisiaj na Onecie ciekawy artykuł na temat obojnactwa (czy raczej hermafrodytyzmu). Jest to zaburzenie ukształtowaniu płci organizmu spowodowane nieprawidłowościami hormonalnymi w czasie rozwoju płodowego. Nie do końca znane są przyczyny tego zjawiska. Hermafrodyci albo interseksualiści przeżywają bardzo wiele trudności związanych z własną tożsamością i dopasowaniem się do grupy.

Płeć to zjawisko wielopoziomowe. Można wyróżnić płeć gonadalną, psychologiczną, a także społeczną. U osób opisywanych w artykule problemy pojawiły się na każdym poziomie. Lekarze kiedy stwierdzą, że dziecko jest hermafrodytą muszą wybierają jaką płeć dziecku przyporządkować w oparciu o badania jego narządów rodnych i genetyki. Nie zawsze jednak wydaje się takie postępowanie słuszne. Istotniejsze bowiem jest to jaka jest płeć psychologiczna dziecka. Jeśli lekarze zadecydują zrobić z niemowlęcia dziewczynkę, ale przez całe życie będzie odczuwać męską identyfikacje płciową szkody psychiczne spowodowane decyzją lekarzy są ogromne.

Przypomina to głośna sprawę Davida Reimera – chłopca, któremu w trakcie obrzezania przypadkowo obcięto członek. Rodzice za radą psychologa Johna Moneya zdecydowali się na zmianę płci dziecka na żeńską. Były to czasy kiedy w psychologii stosowanej królował klasyczny behawioryzm. Psycholog twierdził, że identyfikacją płciowa jest wyuczalna i odpowiednie wychowanie sprawi że chłopiec będzie czuć się dziewczynką. Okazało się jednak, że wysiłki terapeuty i rodziców spełzły na marne. Chłopiec nie zaakceptował płci żeńskiej, przeżył w ciągu swego życia wiele cierpień i niepowodzeń. Ostatecznie zdecydował się na zmianę płci na męską, co jednak nie poprawiło jego stanu psychicznego na tyle by mógł czuć się szczęśliwy W 2004 roku popełnił samobójstwo.

Dziś obowiązującym paradygmatem psychologii jest kognitywna neuronauka, która uwzględnia zarówno „sztywne” wrodzone jak i wyuczone wskutek plastyczności mózgu mechanizmy sterujące zachowaniem. Identyfikacja płciowa jest jednym z najbardziej podstawowych składników naszej tożsamości. U ludzi odpowiadają za nią jądra podwzgórza podwzgórza. Jądro przyśrodkowe przedwzrokowe 3. (INAH 3) jest u mężczyzn heteroseksualnych dwa razy większe niż u kobiet i gejów. Prawdopodobnie ten obszar mózgowia odpowiada za męski odruch kopulacyjny. Różnic anatomicznych między płciami, a także między osobami o odmiennej orientacji płciowej jest znacznie więcej. Heteroseksualni mężczyźni i lesbijki na przykład mają prawą półkulę mózgową większą niż lewą podczas gdy kobiety i homoseksualni mężczyźni mają mózgi symetrycznie zbudowane. Wskazuje to, że czynniki takie jak identyfikacja płciowa i orientacja seksualna mają rzeczywisty biologiczny charakter i nie podlegają wpływom uczenia się. Nie mają więc racji różni związani z kościołami „terapeuci” którzy twierdzą, że homoseksualizm to fanaberia i kwestia wyboru. Wszelkie próby „leczenia homoseksualizmu” (np. w ośrodku „Odwaga” prowadzonym przez Kościół katolicki w Lublinie) to krzywdzenie ludzi, które nie ma nic wspólnego z medycyną i miłosierdziem. Nauka nie zna metod dzięki, którym można zmienić anatomie naszego mózgowia, tak by zmienić identyfikację płciową lub orientacje seksualną. Niestety osoby z zaburzoną tożsamością płciowe są prześladowane. Bohater artykułu z Onetu został zwyzywany przez ojca od „pedałów” i „zboczeńców” i musiał zerwać kontakty z rodziną. W przypadku dzieci obojnaczych najlepszym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie z wykonywania operacji określającej płeć zanim dziecko stanie się na tyle dojrzałe, by mogło samo zadecydować, czy jest mężczyzna, czy kobietą. Niestety osoba o płci nieokreślonej nie może swobodnie funkcjonować w naszym świecie. Nie dostanie nawet dowodu tożsamości.

17:19, meinglanz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 grudnia 2009

W ostatnich tygodniach konserwatywne media (czyli wszystkie popularne w Polsce) ogłaszają triumf sceptycznej nauki nad ekoterrorystami, którzy wmawiają nam globalne ocieplenie, które tak naprawdę nie istnieje, a klimatolodzy zawiązali spisek przeciwko całej reszcie ludzkości. W programie Wildsteina wypowiadają się tacy naukowcy jak lekarz radiolog prof. Z. Jaworowski, czy geolog prof. Marks ogłaszając, że globalnego ocieplenia tak naprawdę nie ma, ale jego przyczyną są czynniki naturalne. Panowie profesorowie i inni „sceptycy” zdają się nie dostrzegać wewnętrznej sprzeczności w tej argumentacji. Ostatnio jednak klimatyczni denialiści i prawicowcy na całym świecie dostali zbiorowego orgazmu kiedy hakerzy opłacani przez rosyjski przemysł naftowy wydobyli na światło dzienne prywatne maile z placówki naukowej o nazwie Climate Research Unit Uniwersytetu Wschodniej Anglii. Rozmowy między naukowcami zazwyczaj czytane przez osoby nie będące ekspertami w danej dziedzinie prowadzą do powstania różnych dziwacznych interpretacji. Nie będę tu komentował bzdur jakie denialiści i dziennikarze wygłaszają rzekomo w oparciu o te wykradzione maile – zrobił to doskonale autor tego bloga. Ja skupiam się raczej nad specyficzną mentalnością, jaką reprezentują dzisiejsi „sceptyczni” publicyści.

Każdy trzeźwo myślący człowiek po przeczytaniu maili z CRU dojdzie do wniosku, że żadnego spisku ani ukrywania prawdy nie ma. Ot zwyczajne rozmowy między pracownikami labolatorium, którzy czasem się pokłócą, czasem zrobią wredne szadenfrojde, czasem przeklną. I właśnie ten ostatni fakt – że naukowcy przeklinają zdaje się być koronnym dowodem na spisek ekologów. Co prawda nie ma ewidentnego śladu kłamstwa, ale sam styl wypowiedzi sprawia wrażenie że „coś tu śmierdzi” Wykrywanie afer za pomocą zmysłu węchu to jedna z metod działania internetowych śledczych.

Każdy kto kiedykolwiek pracował w jakimkolwiek zespole wie, że rozmowy między członkami zespołu kiedy nie są słyszane na zewnątrz przybierają charakter nieformalny. Pojawiają się drobne złośliwości, żarty, czasem przekleństwa. Naukowcy to też ludzie i tak się zachowują. Media czasem pokazują wypaczony wizerunek heroicznego badacza, który cały czas skupia się na poszukiwaniu prawdy, nosi okulary, jest zamkniętym w sobie nudziarzem i nie okazuje emocji. Inteligentny człowiek wie, że taki obraz jest nieprawdziwy i maile z CRU nie są tu żadną sensacją. Chyba, że ma się mentalność paranoika.

Paranoja polega na ciągłym doszukiwaniu się spisków. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę jak dalekie są konsekwencja takiego myślenia. Paranoik boi się ludzi rozmawiających bez jego udziału. Obawia się, że ludzie rozmawiający o czymś na osobności mają niecne zamiary i coś ukrywają. Dlatego paranoik nie toleruje rozmów nieformalnych wskazujących na prywatny charakter komunikacji. Dla paranoika maile z CRU które mają właśnie charakter nieformalny są dowodem na to, że naukowcy coś ukrywają, a jeśli ktoś coś ukrywa to oznacza spisek. Dlatego przekleństwo polityka, czy naukowca to „afera”.

Nie wszyscy denialiści to paranoicy. Niektórzy to cyniczni manipulatorzy. Ci nie wykazują błędów w wnioskowaniu, natomiast umiejętnie manipulują danymi statystycznymi. Hitem dlań jest mail niejakiego dr Kevina Trenbertha z października br w którym pojawia się kultowe już sformułowanie: „travesty that we can't”. Naukowiec skarży się, w mejlu, że BBC chciała opisać zmiany klimatyczne po roku 2001, natomiast w okresie wiosna 1998 – wiosna 2008 nie można dostrzec ocieplenia, gdyż rok 1998 był rekordowo ciepły ze względu na el Nino, za to rok 2008 dość chłodny. Wybierając sobie tę dekadę do prezentacji temperatury można pokazać, że klimat się oziębia.

Dlaczego dajemy się nabrać na takie sztuczki? Człowiek wykazuje przywiązanie do pewnych liczb i interwałów. Na przykład do liczby 10. Większość wykresów pokazujących różne trendy w ekonomii, demografii czy klimatologii na osi czasu ma daty co 10 lat, najczęściej „okrągłe” lata. Człowiek wybrał sobie do liczenia system dziesiętny, ponieważ ma 10 palców u rąk. Ze statystycznego punktu widzenie nie ma jednak różnicy czy będziemy sobie stawiać znaczniki co 10, 13, czy 17 lat. To jest wyłącznie kwestia estetyczna. Ponieważ jednak bardzo często spotykamy się z „naukowymi” wykresami gdzie na osi x są daty co 10 lat wydaje nam się to najbardziej poprawną formą. Dlatego denialista może sobie dobrać fragment wykresu tak by początek był wysoko, a koniec był nisko i jednocześnie okres ujęty w obrazku to bło 10 lat. Wtedy robi wrażenie na sceptycznych.

16:19, meinglanz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2009

Dzisiaj w TVN24 ukazał się fajny materiał o zachowaniach kobiet i mężczyzn na zakupach. Psychologowie sporo uwagi poświęcają badaniom zachowań konsumenckich, a wyniki ich badań są później wykorzystywane przez biznes. Czasem jednak zdarzają się w tym obszarze badań różne dziwne rzeczy. Jednym z częstszych memów z jakimi spotykamy się dzisiaj, jest rozpisywanie się o różnicach w zachowaniach kobiet i mężczyzn. Wszyscy pewnie słyszeliśmy o Psychologii Astronomicznej, a ludowe opowieści o tym jak bardzo różnią się samce i samice Homo sapiens mogłyby posłużyć na temat nie jednej książki.

Zakupy są dziedziną życia, w której takie różnice są bardzo widoczne. Stereotypowo kobiety spędzają znacznie więcej czasu na zakupach, oglądają wiele rzeczy, przymierzają różne ciuchy, wchodzą do sklepów z różnorakim asortymentem i od czasu do czasu coś sobie dokładają do koszyka. Mężczyźni zaś to wyspecjalizowani poszukiwacze dóbr, którzy idą do sklepu z konkretnym zamiarem, szybko odnajdują tę rzecz, którą chcą kupić i równie szybko wychodzą z zakupionym zaplanowanym towarem.

Skąd biorą się takie różnice w zachowaniu kobiet i mężczyzn? Modnym sposobem wyjaśniania zachowań ludzkich jest dzisiaj odwoływanie się do teorii ewolucji. E. O. Wilson pokazał jak przebywanie w rożnych typach środowiska, a w konsekwencji różne sposoby odżywiania się zwierząt prowadzą do wyeowoluowania różnych wzorców zachowań. W ten sposób powstał nowy paradygmat w etologii – socjobiologia. Bardzo szybko zaczęto stosować metaforę ewolucjonizmu w stosunku do ludzi, zapoczątkowując psychologię ewolucyjną. Te nowy sposób myślenia o człowieku wywołał początkowo wściekłość radykalnej lewicy akademickiej oskarżającej Wilsona i jego następców o faszyzm, wsteczność i szerzenie uprzedzeń płciowych, rasowych itp. Z kolei taka emocjonalna reakcja przysporzyła socjobiologii sporej popularności.

Dziś po latach debat psychologia ewolucyjna triumfuje w mediach i w sporej części dyskursu naukowego. Nikt poza kreacjonistami nie podważa już faktu, że człowiek jest istotą, która podlega prawom ewolucji biologicznej. Feministki również zaakceptowały psychoewolucjonizm, co widać w ostatnim felietonie Kingi Dunin. Czy jednak mamy pozostać wobec paradygmatu socjobiologii bezkrytycznymi?

Spójrzmy na dzisiejszy materiał w mainstreamowym medium jakim jest TVN24. Przedstawiono tam wyjaśnienie różnic w zachowaniu zakupowym kobiet i mężczyzn w typowy dla tego nurtu psychologii sposób. Zastosowano Risercz Psychoewolucjonisty. Chwyt ten polega na wyjaśnianiu jakiś zachowań jako następstw instynktów biologicznych wykształconych dawno temu w trakcie ewolucji gatunku Homo sapiens, bez sprawdzenia jak naprawdę wyglądała ta ewolucja. D. Kruger w dość oczywisty sposób tłumaczy różnice w zachowaniach zakupowych Marsjan i Wenusjanek. W dawnych czasach populacja ludzka zajmowała się łowiectwem i zbieractwem. Ponieważ kobiety musiały nosić w swych macicach Dzieci Nienarodzone przez 9 miesięcy, a później przez długi czas je karmić piersią, nie mogły za bardzo opuszczać domostw, więc zajmowały się pracami nie wymagającymi długich podróży. Zajmowały się zbieraniem jagód i warzyw, przygotowaniem posiłku i sprzątaniem domostw. Mężczyźni z kolei byli odpowiedzialni za polowanie na zwierzynę, dzięki czemu ewolucja wyposażyła samców w silniejsze kończyny i większą ogólna sprawność fizyczną potrzebną przy polowaniu na gruby zwierz. Równolegle do różnic fizycznych, zgodnie z paradygmatem socjobiologii, wyewoluowały instynkty i różnice w cechach psychologicznych między płciami. Męska psychika ma być dostosowana do polowania i walki, kobieca do opieki nad potomstwem i zbierania jagódek. W ten sposób można łatwo wyjaśnić różnice w zachowaniach zakupowych. Mężczyźni zachowują się jak myśliwi – wybierają sobie konkretny cel, skupiają swoją uwagę tylko na nim i po jego osiągnięciu szybko wracają do domu. Kobiety natomiast przeszukują pewien teren i zbierają co bardziej wartościowe kąski, wracając do domu z pełnym koszykiem drobiazgów.

Piękne wytłumaczenie obserwowanych zachowań? Jednak przyjrzyjmy się bliżej argumentacji. Po pierwsze założenie, że u ludzi pierwotnych istniał podział prac między płciami musi mieć oparcie w obserwowanych śladach aktywności ludzkiej. Nie mamy zbyt wielu informacji o tym jak żyli ludzie w epoce kamienia, jednak do dnia dzisiejszego przetrwało jeszcze w trudno dostępnych częściach świata trochę plemion łowiecko – zbierackich. Zgodnie z przyjętym w antropologii modelem rozwoju społeczeństwa etap łowiecki poprzedzał etap rolniczy, zatem można przyjąć że współczesne plemiona łowieckie są odzwierciedleniem tego wczesnego etapu rozwoju społeczeństw ludzkich. Jeśli przyjrzymy się takim plemionom na przykład: Agta Negrito z wyspy Luzon, czy Aka z lasów równikowych Kongo okazuje się, że są to jedne z najbardziej egalitarystycznych społeczeństw świata. Kobiety i mężczyźni wykonują w nich podobne obowiązki. Przedstawiciele obu płci uczestniczą w polowaniach i zbierają owoce. Ojcowie dużo czasu poświęcają na opiekę nad dziećmi w czasie, gdy matki są zajęte czymś innym. Również ślady po naszych przodkach z epoki kamienia wskazują że polowaniem na zwierzynę zajmowały się także kobiety.

Nie mamy więc dowodów na istnienie presji środowiskowej, która mogłaby wyjaśnić obserwowane różnice w paradygmacie ewolucjonistycznym. Musimy więc poszukać innych wyjaśnień. W moim przekonaniu zachowania zakupowe są odzwierciedleniem naszych zadań jakie wykonujemy w rodzinie. Kobiety ciągle wykonują większość obowiązków domowych w tym gotowanie posiłków. Tymczasem to właśnie kupowanie żywności najbardziej przypomina zbieractwo. Z drugiej strony jednak zachowania kobiet na zakupach także mogą przypominać polowanie. Przeszukiwanie sklepów odzieżowych i czekanie aż wypatrzony sweter, czy kiecka zostanie objęta promocją przypominać może czyhanie na zwierzynę wpadającą w pułapkę. Z kolei mężczyźni w sklepach z elektroniką i innymi bajerami często zachowują się jak przysłowiowe zbieraczki z epoki kamienia łupanego – oglądają wszystko, macają i bawią się i kupują więcej niż trzeba. Risercz może dawać wyniki dowolne – zależnie od z góry przyjętych tez.

Sztywny podział obowiązków na męskie i kobiece tak naprawdę zaczął się dopiero wraz z rozwojem rolnictwa. Ale to już inna bajka.

Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad stworzeniem swojego bloga. Ponoć niezmierzone są granice ludzkiej głupoty. Ilość bzdur i branych na serio żartów ubieranych w szaty nauki z jakimi spotykam się w mediach okazała się w końcu wystarczającym motywatorem, by zacząć komentowanie w formie własnego blogu.

 

Tematem którym najbardziej się interesuję jest psychologia i neuronauka, ale nie daje tym dziedzinom monopolu na treści w blogu.

14:39, meinglanz
Link Dodaj komentarz »