| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Gender

środa, 23 marca 2016

Prawica po raz kolejny chce dać aparatowi represji więcej możliwości znęcania się nad kobietami nie może zrozumieć że ktoś broni praw zwierząt. 

 „Chyba nigdy nie zrozumiem lewackiej logiki. Tej, która każe ronić łzy i pochylać się nad pieskami i kotkami…”.

 Pisze Terlikowska, podobnie jak wielu innych "niepokornych". To wynik nie tylko z ułomności intelektualnej prawactwa, ale przede wszystkim zdemoralizowania. Istotą konserwatywnego światopoglądu jest pogarda dla słabych i przekonanie, że silniejszy ma prawo mordować i zniewalać innych, bo takie jest „prawo naturalne”.

 Co bowiem oznacza propozycja prawicy? Kobiety mają być zniewolone i zamienione w maszyny do rodzenia dzieci. Kobiety mają być zmuszane do cierpienia, torturowane fizycznie i psychicznie. Ich zdrowie i życie nie ma dla prawactwa żadnej wartości. Tak samo jak żadnej wartości nie ma życie zwierząt.

 Całkowity zakaz aborcji już doprowadził do śmierci kobiet w krajach w których został wprowadzony i to jest realny skutek prawicowej polityki. Ci tzw „obrońcy życia” są w rzeczywistości wrogami życia, są antylajferami, którzy zioną nienawiścią do wszystkiego co słabsze lub pochodzi z obcego podwórka.

 Prawica która roni fałszywe łzy nad uszkodzonymi tkankami, nie płakała kiedy popełniano ludobójstwo w Ruandzie. Kler  katolicki przyglądał się tym zbrodniom z biernym przyzwoleniem. Prawica nie płakała kiedy mordowano ludzi w obozach koncentracyjnych. Zbrodniarze wojenni byli błogosławieni przez papieży i biskupów, którzy aktywnie pomagali mordercom. Kościół katolicki działa jak zorganizowana siatka wspierającą pedofilów i bandytów a ideologia głoszona na katechezach to ideologia nienawiści do ludzi. To dlatego polska prawica gardzi kobietami nie rozumie lewaków, którzy bronią życia kobiet i zwierząt.

 Nienawiść jest podstawą światopoglądów każdego prawicowca, tak samo polskiego katofaszysty jak muzułmańskiego terrorysty.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Prawica po zdobyciu pełni władzy po raz kolejny odgrzewa kotlet nienawiści do ludzi z macicami. Komisja działająca przy ministerstwie sprawiedliwości proponuje wprowadzenie najbardziej restrykcyjnej wersji prawa antyaborcyjnego na świecie. Karany ma być każdy przypadek usunięcia ciąży oraz „spowodowanie śmierci Dziecka Poczętego zdolnego do samodzielnego życia". Karana będzie osoba dokonująca zabiegu aborcji oraz kobieta, która przyczyni się do śmierci Dziecka Poczętego.

Samo wprowadzenie takich przepisów będzie miało dwojaki skutek. Najpierw czeka nas żenujący pseudonaukowy bełkot dywagacji czy do „samodzielnego życia" zdolna jest morula czy dopiero blastula. Późniejsze skutki mogą być tragiczne jak w Salwadorze, gdzie obowiązuje równie restrykcyjne prawo, w świetle którego każda kobieta, która poroniła jest z automatu podejrzana o „zabójstwo Dziecka Poczętego" i musi nie tylko walczyć z traumą po poronienia ale też z bezdusznym aparatem „sprawiedliwości" który chce ją wsadzić za kratki.

W niewesołej sytuacji znajdą się kobiety w ciąży, które zachorują np. na raka. Nie będą mogły być leczone, gdyż chemioterapia spowoduje śmierć Dziecka Poczętego. Taka sama sytuacja jest przy ciąży pozamacicznej, w przypadku której płód nie ma szans na rozwój i która jest zagrożeniem dla życia kobiety. Lekarze nie podejmują leczenia, które mogłoby ocalić życie kobiety, co kończy się śmiercią i matki i Dziecka Poczętego. I według prawackiej logiki jest to OK, bo katolicka „ochrona życia" oznacza dwa zgony zamiast jednego. Suma duszyczek w niebie musi się zgadzać.

Propozycja polskiego prawactwa jest jeszcze bardziej obłąkana niż to co wprowadzono w Salwadorze. Fundamentaliści katoliccy chcą bowiem wsadzać do więzienia nie tylko kobiety, które dokonały zabiegu aborcji w gabinecie ale też w inny sposób doprowadziły do przerwania ciąży. Oznaczać to będzie, że każda kobieta, w której macicy znajduje się Dziecko Poczęte, będzie podejrzewana o zbrodnicze zamiary. Każda kobieta w ciąży, która zachowuje się w sposób, który może zaszkodzić ciąży popełnia przestępstwo usiłowania morderstwa. "Niewłaściwa" dieta, praca w ciąży, stres, złapanie wirusa grypy - to wszystko będą czyny zbrodnicze.

Oszalałe prawactwo marzy o przejęciu całkowitej kontroli nad ciałami kobiet i wsadzaniu do więzienia za wstawanie nie tą nogą, którą karze wstawać katolicko-totalitarne państwo. Burki to przy tym pikuś. 

środa, 08 kwietnia 2015

W 1948 r. władze Południowej Afryki postanowiły przywrócić wolność sumienia białym ludziom. Wprowadzono wtedy prawo, które głosiło, że jeśli obsługiwanie czarnego klienta jest niezgodne z światopoglądem białego obywatela, to może on odmówić obsługi czarnych.

Od razu podniósł się jazgot lewicy, że nowe prawo Południowej Afryki pozwala na dyskryminację czarnych. To bzdura - odpowiadała prawica. Przecież nikt nie zmusza do ujawniania koloru skóry. Każdy czarny może wejść do każdej pizzerii w Pretorii i zostanie obsłużony pod warunkiem, że nie będzie MANIFESTOWAŁ swojego koloru skóry. Wszak wiadomo, że jak czarny jest widoczny na ulicy to się obnosi, a biały nie, bo przecież każdy zakłada, że wszyscy są biali, więc jak biały jest widoczny to się nie obnosi.

 

67 lat później w kilkunastu stanach USA wprowadzono prawo, które pozwala konserwatystom odmówić obsługiwania klientów - gejów i jakichkolwiek innych, jeśli ci klienci są niezgodni z chrześcijaństwem. I znowu lewacy krzyczą, że to legalizacja dyskryminowania, a przecież nikt nie zmusza do MANIFESTOWANIA, swojej orientacji seksualnej.

 

Idźmy zatem dalej. Chrześcijaństwo to nie tylko katolicyzm, ale też radykalny protestantyzm. I w USA wielu radykalnych protestantów nienawidzi katolików. Nowe prawo pozwala fanatycznemu mormonowi czy batyście odmówić obsługi księdza katolickiego czy zakonnicy, którzy są agentami "Nałożnicy Szatana" i tym samym są sprzeczni z konserwatywnym światopoglądem. I wcale nie będzie to dyskryminacja katolików. Mogą oni sobie iść do zielonoświątkowej pizzerii pod warunkiem, że nie będą w habicie i nie będą odmawiać zdrowasiek.

 

Nowe prawo można stosować w innych miejscach. We Francji władze firmy RATP chciały zabronić mówić „chrześcijanie”. Na razie przeciw temu zakazowi protestują wszystkie siły polityczne, łącznie z francuską lewicą. Zakaz ostatecznie cofnięto, ale właściwie co złego jest w tym zakazie? Niech Francja wprowadzi takie same prawo jak Południowa Afryka i USA i pozwoli firmom takim jak RATP, które z powodu swego światopoglądu nie chcą promować muzyki chrześcijańskiej odmówić wieszania plakatów z takimi treściami. Wszak nikt we Francji nie zmusza do ujawniania religii. Chodzi tylko o to by chrześcijanie się nie obnosili. 

sobota, 31 stycznia 2015

Rada Europy, w której zgromadzeniu parlamentarnym większość mają obecnie konserwatyści, wydaliła dziś z siebie rezolucję, w której wyraża ubolewanie i przerażenie tym jak strasznie w Europie prześladowani są chrześcijanie.

Wiceprzewodniczący zgromadzenia Rady Europy, poseł Krzysztof Szczerski z Prawa i Sprawiedliwości wyjaśnia na czym polega dyskryminacja chrześcijan:

"Do szkół wkracza gender, w służbie zdrowia trwa nagonka na lekarzy podpisujących deklarację wiary, prof. Chazan traci pracę, w Sejmie byle kto wyciera sobie twarz Kościołem, a w mediach trwa nieustanny atak na Kościół"

Chciałbym więc tutaj w imieniu całego lewactwa prześladującego biednych polskich chrześcijan złożyć samokrytykę i wyspowiadać się ze zbrodni jakie popełniają geje, feministki i ateiści w Polsce.

W pewnej szkole w Katowicach miał miejsce brutalny atak na Kościół. Polegał on mianowicie na tym, że jedna z nauczycielek tam pracujących, która jest ateistką i feministką mówiła wszystkim pracującym "Dzień dobry". Mówiła też tak do księdza dobrodzieja uczącego tam religii katolickiej. Ksiądz dobrodziej poczuł się wielce urażony tym sformułowaniem, gdyż do duchownego katolickiego należy mówić "Szczęść Boże!" a każde inne sformułowanie to obraza majestatu. Ksiądz dobrodziej złożył skargę na to, że jest dyskryminowany do dyrekcji. Dyrekcja na całe szczęście postanowiła obronić chrześcijanina przed dyskryminacją i ukarała krnąbrną nauczycielkę upomnieniem i nakazała jej mówić "Szczęść Boże!".

W innej szkole na Śląsku pewna nauczycielka ateistka dostała polecenie by iść z dziećmi do kościoła na rekolekcje. Ponieważ nauczycielka jest ateistką więc nie uklękła przed ołtarzem, co jest Obrazą Uczuć Religijnych. Zgromadzeni w kościele chrześcijanie poczuli się zaatakowani przez lewicę i złożyli do dyrekcji protest. Dyrekcja nakazała nauczycielce ateistce uczestniczyć w katolickich nabożeństwach i klękać przed ołtarzem. Za odmowę uczestnictwa w nabożeństwach i nieklękanie zagrożono nauczycielce wydaleniem z pracy. W ten oto sposób powstrzymano dyskryminację chrześcijan.

Inne formy dyskryminacji chrześcijan to: domaganie się lekcji etyki dla niekatolików w szkołach publicznych, domaganie się likwidacji Funduszu Kościelnego, domaganie się opodatkowania kleru tak samo jak reszty społeczeństwa, protestowanie przeciw dotacjom z budżetu państwa do budowy kościołów, prowadzenie postępowań karnych przeciw księżom pedofilom przez świecką prokuraturę. To wszystko są brutalne ataki na Kościół, które zakłócają swobodę wyznania chrześcijan w Polsce.

Ja sam dokonuję ataku na chrześcijan gdyż uczestniczę w akcji charytatywnej, w której grupa lewaków pomaga bezdomnym. Jest to wkraczanie w dziedzinę,w której monopol mają katolickie organizacje charytatywne, które za pieniądze z budżetu państwa robią dobry PR Kościołowi. Lewacy nie tylko pozbawiają Kościół monopolu na bycie dobrym, ale też pokazują, że można tę pomoc robić taniej niż Caritas i co gorsza domagają się aby to państwo polskie zorganizowało pomoc dla bezdomnych i biednych i przeznaczyło na to więcej pieniędzy. Tym samym jesteśmy zagrożeniem większym niż Owsiak, który co prawda łamie monopol Kościoła, ale przynajmniej domaga się wolnego rynku w służbie zdrowia. 

sobota, 18 października 2014

Ostatnio dissowałem PO dziś trochę ponarzekam na ostatnią nadzieję polskiej lewicy. Zieloni odpuścili sobie wybory w Katowicach, co jest trochę słabe, gdyż to miasto gdzie spora część mieszkańców ma dość dewastacji środowiska i potencjalnie partia ta mogłaby zdobyć tu sporo głosów. Na Górnym Śląsku możliwy jest scenariusz z Badenii Wirtenbergi - regionu tradycyjne chadeckiego, gdzie młody elektorat poparł Zielonych. Na razie przegrywają walkowerem. Kandydat PO którego poznałem na warsztatach z Krzysztofem Nawratkiem jest człowiekiem sympatycznym ale to trochę za mało. Tym razem więc wybory samorządowe sobie odpuszczę.

Dylemat natomiast mają wyborcy lewicy w Warszawie, gdzie tamtejsza kandydatka, którą niedawno popierał WO, rozłożyła się w wywiadzie dla GW na prostym pytaniu o przedszkola. Sympatycy Zielonych twierdzą, że pytania były napastliwe i pytają czemu media nie publikują nieautoryzowanych wywiadów z HGW. Znowu okazuje się, że to wredne media sympatyzują z prawicą i prześladują taką dobrą kandydatkę, która ma taki świetny program. Cóż przypomina mi to narzekania polityków nieboszczki Unii Wolności, że ciemny lud zamiast popierać takie autorytety jak Balcerowicz woli głosować na Leppera. Drodzy Zieloni nie idźcie tą drogą!

Po pierwsze nie widzę nic złego w publikacji nieautoryzowanego wywiadu w tym przypadku. Erbel jest osobą publiczną, która chce sprawować odpowiedzialne stanowisko. W tym przypadku jest w interesie publicznym publikowanie jej wypowiedzi, które mogą świadczyć o nieprzygotowaniu do tej funkcji.

Po drugie pytanie o przedszkole nie było napastliwe. Dziennikarka akurat przeczytała program Zielonych i znalazła w nim lukę. Bardzo istotną lukę dla elektoratu lewicy. Erbel okazuje się kandydatką dla której brak hipsterskich knajp, w których można pogadać o żiżkologii lacanistycznej jest większym problemem niż brak przedszkoli.

Po trzecie, największa kompromitacja nastąpiła nie po jakimś wyjątkowo podchwytliwym pytaniu dziennikarki, ale w momencie gdy Erbel miała akurat moment swobodnej wypowiedzi. Wówczas jej się ulało stwierdzenie, że prywatne przedszkola są dostępne dla wszystkich. Erbel nie tylko okazała się osobą, która nie zna problemów zwykłych warszawiaków ale też dość naiwnie ufa w "niewidzialną rękę rynku".

Cóż ja jestem trzydziestoletnim pedałem, który dzieci nie ma i nie będzie mieć, ale wiem ile kosztują publiczne i prywatne przedszkola w moim mieście. Wiem jakie są wymogi by posłać niemowlaka do żłobka i jak długo trwa urlop wychowawczy i czym się różni od macierzyńskiego. Wiem to z rozmów ze znajomymi. Zwykłymi pracownikami jednej z katowickich korporacji. Dla habilitowanych kolegów pani Erbel my jesteśmy biurową klasą średnią, brukwią, którą pogardzają. Ale to my mamy głos w tych wyborach.

Nie wiem w jakim towarzystwie obraca się kandydatka Zielonych, ale osoba, która nie wie ile się płaci za przedszkole w swoim mieście, dla mnie jest kosmitką. W tym przypadku neoliberalną kosmitką.

Krzysztof Nawratek na swoim blogu twierdzi, że program Zielonych jest świetny i apeluje by go przeczytać. Cóż ja mam ciekawsze lektury niż program, który i tak wyląduje w koszu tuż po wyborach, co nastąpi nawet gdyby pani Erbel wygrała jakimś cudem wybory. Programy mają to do siebie, że stanowią tylko spis pobożnych życzeń a prawdziwy program władzy powstaje parę miesięcy po wyborach kiedy nowy prezydent rozpozna problemy i możliwości miasta.

Od programów ważniejsze jest ogólne nastawienie kandydata i partia, która tak dużo energii poświęca kwestii klubokawiarni a niemal zupełnie pomija sprawy rodziców nie zasługuje na przekroczenie progu wyborczego.

sobota, 05 kwietnia 2014

Po dzisiejszej rezygnacji Brendana Eicha ze stanowiska prezesa Mozilli polskie portale zarówno te niby poważne biznesowe jak i parówkowe straszą w tytułach o terrorze homoseksualnego lobby.

Brendan Eich który wsparł kampanię na rzecz ustanowienia zakazu małżeństw homoseksualnych w Kalifornii został właśnie nowym santo subito męczennikiem polskiej prawicy. Redaktor z Natemat.pl pisze że geje zwolnili Eicha, co nie jest prawdą, gdyż on sam zrezygnował.

Przy okazji oberwało się wyimaginowanym środowiskom homoseksualnym i to ze strony gejowskiego działacza Tomasza Szypuły, który uważa, że wezwania do bojkotu Mozilli były przesadą i cała afera zaszkodzi gejom wizerunkowo. Szypuła uważa, że powinniśmy uszanować "różnorodność poglądów":

"Chodzi przecież o to, żeby o takich sprawach rozmawiać, a nie nagle wszczynać medialną kampanię przeciwko takiej osobie. Ludzie mają różne przekonania, również takie, że małżeństwo może być tylko związkiem kobiety i mężczyzny i krytyka za to, że ktoś kiedyś zajmował konserwatywne stanowisko, wydaje mi się niesłuszna" - mówi były prezes KPH.

Cóż, ja nie widzę sensu dyskusji z homofobem i wewogóle uważam wymiany poglądów za przereklamowane. Z czym niby mam dyskutować? Z tym, że ktoś nie uważa mnie za pełnoprawną istotę ludzką? Z tym, że ktoś chce mnie pozbawić praw obywatelskich?

Polskie portale wykorzystały aferę Eicha do przemycania w tekstach i tytułach frazy "homoseksualne lobby" co jest tworzeniem chochoła. Owo "lobby" staje się zdehumanizowaną, pozbawioną twarzy, tajemniczą masą, która wg redaktora Natemat.pl "chce wpływać na wszystko"(sic!). Stąd już tylko mały kroczek do spiskowych majaczeń o "żydowskim lobby" które rządzi światem.

Czym jest więc owo "homolobby"? Nazywa się to Hampton Catlin i Michael Lintorn Catlin - para gejów, którym życie przez kilka lat uprzykrzała Proposition 8 czyli zakaz małżeństw homoseksualnych w Kalifornii, który wsparł finansowo Eich. Jak wygląda to homolobby można sobie zobaczyć tutaj.

Z powodu zakazu homomałżeństw Catlinowie nie tylko nie mogli się pobrać ale też założyć wspólnej firmy, gdyż Michael nie miał prawa do stałego pobytu w USA. To właśnie zniesienie Proposition 8 przez Sąd Najwyższy umożliwiło Catlinom stworzenie spółki, która tworzyła produkty dla systemu Firefox OS rozwijanego przez Mozillę. Gdy prezesem Mozilli został człowiek, który wspierał ten zakaz, dla Catlinów oczywistym było zerwanie współpracy z fundacją i ogłoszenie tego publicznie. To rozpętało wrzawę medialną, która doprowadziła dziś do rezygnacji Eicha.

Catlinowie nie protestowali przeciwko abstrakcyjnym poglądom, ale przeciwko działaniom Eicha, które miały namacalny i negatywny wpływ na ich życie:

my ideology is only that I was personally harmed (immigration) under a law backed by him. Fuck ideology, it was a reality we lived!

I dlatego właśnie pieprzę wymiany poglądów. Cieszę się z każdego zwycięstwa homoterroru i chcę by buce pokroju Eicha nie mogły spokojnie paść swoich brzuchów za stołkach CEO.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Z okazji zbliżającej się świątecznej biegunki powróciła sprawa Dzieci Poczętych. Przygotowałem więc dawkę hejtu i kwasu, aby problemy gastryczne nie były cierpieniem na darmo.

Andrzej Zoll w wywiadzie dla „GW” chwali się jakie to potężne narzędzia prawne zdobędą polscy krzyżowcy, kiedy kodeksie karnym zamieni się formułę „ochrona ciąży” na „ochrona Dziecka Poczętego”. Facet który jako rzecznik praw obywatelskich zasłynął głównie z obrony praw religiantów, ślini się na samą myśl, że teraz będzie można ścigać kobiety, które poroniły i są wątpliwości, czy aby nie wywołały tego poronienia same. Marzeniem prawicy jest aby kobiety, które i tak już cierpią z powodu utraty ciąży, musiały stawiać się w prokuraturze i były poddawane upokarzającym przesłuchaniom, podczas których funkcjonariusze zapewne w asyście księży będą pytać je, czy zachlały Dziecko Poczęte na śmierć albo czy łykały jakieś dragi. Jak mawia stary mem, według konserwatystów państwo nie powinno niczego regulować za wyjątkiem zawartości macic. Jak zajdziesz w ciążę to jesteś od razu oskarżona o chęć dokonania aborcji i musisz udowodnić swoją niewinność.

A to tylko jeden z łagodniejszych przykładów pogardy dla ludzi z macicami w Polsce. Jeśli jesteś kobietą, która padła ofiarą gwałtu w wyniku czego poczęło się Dziecko Poczęte, to w tym kraju zostaniesz zgwałcona dwa razy. Najpierw przez bandytę zwanego Ojcem. Potem przez Kościół katolicki, który naśle na ciebie swoich talibów, którzy będą cię terroryzować i spróbują uniemożliwić ci przerwanie ciąży, która w tym wypadku teoretycznie jest legalna, pod warunkiem, że udowodnisz, że nie sprowokowałaś gwałciciela zbyt wyzywającym wyglądem.

W Polsce gwałty są oficjalnie elementem polityki prorodzinnej. Nasze władze zamiast tworzyć sprzyjające warunki dla osób, które chcą wychowywać dzieci, wolą zwiększać przyrost naturalny poprzez ubezwłasnowolnienie kobiet, które zaszły w niechcianą ciążę. Ponieważ statystyki dzietności wskazują, że jest to mało skuteczna polityka nic więc dziwnego, że w prawicowo-katolickich mózgownicach narodziła się idea, by to zniewolenie kobiet rozszerzyć. W całej tej walce z „genderem” chodzi o to by zamknąć kobiety w schemacie Kinder Küche Kirche i pozbawić je wszelkich ambicji zawodowych i socjalnych. Według prawicy najlepszym sposobem na zwiększenie przyrostu naturalnego jest powrót do tzw. „tradycyjnej rodziny” w której facet zarabia a baba siedzi w domu z dziećmi i gawiedzią.

Niestety nasz kraj postanowił zwiększać swoje PKB poprzez przyciąganie tu korporacji, które chcą obniżyć wydatki na wynagrodzenia. To oznacza, że przeciętny polski mężczyzna zarabia znacznie poniżej pensji minimalnej w wielu krajach zachodnioeuropejskiej cywilizacji śmierci. Ponieważ prawicowy model rodziny zakłada, że mężczyzna ma być jej jedynym żywicielem oznacza to, że według katolickiej ideologi antygender posiadanie potomstwa jest przywilejem dostępnym dla klas średniej-wyższej i wyższej, bo tylko tam mężczyźni zarabiają odpowiednio dużo by być jedynymi żywicielami rodziny. Ponieważ jednak większość ciąż polskich dotyczy kobiet, których partnerzy do tych klas się nie zaliczają, zatem gender jest korzystny dla Dziecka Poczętego, co od dawna wiemy my lewacy, ale prawica musi do tego dojrzeć.

poniedziałek, 02 grudnia 2013

Dawno już nie pisałem w tematach neuronaukowo - genderowo - psychologicznych, ale kuriozalna kampania kleru katolickiego i prawicowych publicystów nie spotkała się z właściwą odpowiedzią, dlatego będę musiał wrócić do tych tematów. Kościół wielokrotnie w swej historii bawił się w recenzenta nauki i ogłaszał, które teorie są słuszne, a które to zuo. Jak dotąd za każdym razem, gdy jakaś praca naukowa trafiała na katolicką cenzurę, kończyło się to kompromitacją Watykanu. Teraz kler, nauczony doświadczeniem, raczej unika wypowiadania się o nowinkach w fizyce, biologii, czy innych dziedzinach ścisłych, ale uważa, że może sobie pozwolić cenzurowanie humanistyki. Tak więc padło na gender studies, przeciwko którym polscy purpuraci prowadzą od kilku miesięcy zaciekłą krucjatę.

Nowym hitem prawicowych portali i fejsbuków jest film norweskiego komika, który postanowił skonfrontować ideologię gender z "prawdziwą nauką". Jego autor Harald Eia przeprowadził kilka wywiadów z norweskimi teoretykami gender studies oraz amerykańskimi i brytyjskimi psychologami. Zadał naukowcom pytanie, czy różnice behawioralne między płciami są wrodzone, czy wyuczone? Jest to stara jak świat debata i dla osób śledzących nowinki w psychologii raczej nudna, ale film Norwega to piękny przykład manipulacji, która miała wykazać, że jedna ze stron sporu ma absolutną rację.

Jedną z gwiazd filmu jest Simon Baron-Cohen kuzyn Sashy. Harald Eia zachwala Trinity College, na którym pracuje Cohen, wspomina o kilkusetletniej tradycji, noblistach i osiągnięciach w naukach ścisłych. Stwierdza, że to brytyjska nauka w najlepszym wydaniu. Cóż więc mówi pracownik tej szacownej uczelni? Baron-Cohen wspomina o swoim słynnym badaniu z 2000 r. które miało wykazać, że noworodki męskie są bardziej zainteresowane obiektami mechanicznymi, natomiast noworodki żeńskie więcej uwagi poświęcają twarzom. Na to badanie powołują się liczni autorzy książek i artykułów o psychologii astronomicznej

Jak wskazuje w swej książce Cordelia Fine to badanie nie zostało wykonane poprawnie. Badacze nie dostosowali procedury do możliwości skupienia uwagi noworodków ani nie wzięli pod uwagę specyfiki słabo rozwiniętego wzroku jednodniowych dzieci. W rzeczywistości dopiero u niemowląt trzymiesięcznych można zauważyć preferencję dla twarzy. Nie zastosowano jednolitej procedury badawczej. Najważniejszy zarzut to niewyeliminowanie możliwości wpływu badaczy na zachowania noworodków. Inne badania prowadzone z bardziej rygorystyczną metodologią, eliminującą potencjalny wpływ badaczy na dzieci nie wykazały takich różnic między noworodkami męskimi, a żeńskimi1.

Baron-Cohen jest autorem dość słynnej teorii autyzmu wiążącej to zaburzenie z działaniem testosteronu na mózg dziecka. Jego zdaniem testosteron powoduje, że dziecko mniej interesuje się relacjami międzyludzkimi i jest mniej empatyczne, a bardziej interesuje go "tworzenie systemów". Ekstremalnie wysoki poziom T powoduje, że dziecko jest niezdolne do empatii co objawia się autyzmem. Jest to niewątpliwie rozsądniejsza teoria niż tłumaczenie autyzmu złowrogim wpływem szczepionek, ale Baron-Cohen daje bardzo słabe argumenty na jej poparcie. Opiera się bowiem na mierzeniu "ilorazu empatii" i "ilorazu systematyzowania".

Problem jednak w tym, że Baron-Cohen te swoje ilorazy wyciąga z wyników psychologicznych testów samooceny, w których badani zaznaczają jak bardzo zgadzają się ze stwierdzeniami takimi jak:

"Potrafię łatwo ocenić czy ktoś chce ze mną rozmawiać"
"Preferuję żarty praktyczne niż humor słowny" "
"Jestem smutny gdy widzę cierpienie zwierząt".

To właśnie ma być ta twarda nauka o mózgu, która wysadza ideologię gender!

Norweski komik rozmawiał również z prof. A.C. Cambpell: która stwierdziła w filmie, że to ewolucja sprawiła, że kobiety posiadają większe umiejętności opieki nad niemowlętami i dziećmi i są bardziej empatyczne.

Jak są badania wskazujące, że mężczyźni mogą równie dobrze rozpoznawać emocje niemowląt jak kobiety, a jedynym czynnikiem, który ma wpływ na to jak skutecznie radzimy sobie w opiece nad małym dzieckiem jest czas jaki poświęcamy niemowlęciu. Im dłużej matki i ojcowie opiekują się dzieckiem tym lepiej go znają.  Natomiast różnice w poziomie empatii mogą wynikać z różnic w oczekiwań wobec mężczyzn i kobiet i być związane z motywacją - kobietom bardziej zależy by postrzegano je jako empatyczne. Różnic w zdolności do empatii nie stwierdzono o czym już pisałem

Mimo wszystko filmik jest ciekawy i nie oceniam go źle. Eia zrobił risercz, rozmawiał z bądź co bądź uznanymi naukowcami. Prof. Cambpell stwierdziła, że różnice płciowe mają charakter statystyczny a wyniki kobiet i mężczyzn w dużej mierze pokrywają się. Samo pytanie, czy istnieją wrodzone różnice behawioralne jest otwarte i jest obecnie przedmiotem debat naukowców. Pogląd przedstawiony przez Barona-Cohena ma swoich zwolenników w środowisku psychologów. Trzeba jednak pamiętać, że sprawa nie jest wcale prosta, bo psychologia nie jest twardą nauką i nawet badania z wykorzystaniem fMRI nie dają jednoznacznych rezultatów.

Opublikowano wiele ciekawych badań i eksperymentów pokazujących wpływ socjalizacji na zachowanie, znaczenie stereotypów płciowych, plastyczności mózgu, efektu społecznych oczekiwań itp. Człowiek to nie jest prosta maszyna sterowana przez jeden czy dwa hormony. Nawet jeśli istnieją wrodzone statystyczne różnice między płciami czy grupami etnicznymi to nie oznacza to wcale, że socjologiczne i antropologiczne teorie gender są błędne. Jak wykazała C. Fine wiele z badań nad mózgiem wykorzystujących zaawansowane technologie jest tak samo nienaukowych jak teoretyzowanie feministek drugiej fali.

Przyp. C. Fine, Delusion of Gender, s. 113.

czwartek, 07 listopada 2013

"Dyktat środowisk homoseksualnych musi się spotykać z odporem"

Nie trzeba czytać Terlikowskiego czy Paula Camerona, by trafić na taki przykład homofobicznej nowomowy. Tak cytuje własny tekst najwyraźniej zadowolona ze swojej elokwencji Joanna Szczepkowska w rozmowie z cynglem "Krytyki Politycznej" Cezarym Michalskim.

Kilka miesięcy po ucichnięciu żenującej afery z "homoseksualnym lobby w teatrze" J. Szczepkowska postanowiła zwierzyć się ze swoich rozczarowań z kontaktów z gejami i wyjaśnić co miała na myśli pisząc swój pamflet. Aktorka jest przekonana, że skoro publicznie popiera związki partnerskie to nie można jej zarzucić homofobii. Rozmowa z Michalskim dotyczy dwóch spraw: tekstu dla "Rzeczpospolitej" w której Szczepkowska zwierza się z tego jak była molestowana w dzieciństwie przez księdza oraz niesławnego pamfletu o gejach w teatrze. Aktorka podczas wywiadu postanowiła być szczera i parę razy jej się ulało.

Szczepkowska zaczyna od zwierzenia się, że wysłała swój tekst o molestowaniu przez księdza do "Rzeczypospolitej" a nie do "Wyborczej" ponieważ gazeta Michnika odrzuciła jej kilka kontrowersyjnych tekstów. Następnie ponarzekała jak to "Wyborcza" pisała bzdury w sprawie jej rozmów z Legierskim o obronie klubu Le Madame.

Po tym jak w ziemkiewiczowskim stylu obnażyła zakłamanie "michnikowszczyzny" zabrała się pani Szczepkowska za dowalenie homoseksualnemu lobby. Michalski zauważył nieśmiało, że geje w Polsce naprawdę padają ofiarą przemocy.

Jak jednak mówić o patologii „swego środowiska", „słabszej strony", w ogniu walki, kiedy poza teatrem bandziory atakują „pedałów" z petardami czy grantami dymnymi, tak jak parę dni temu zaatakowali w Krytyce Politycznej?

Jednak dla aktorki od przemocy realnej groźniejsza jest przemoc hipotetyczna:

Oczywiście, że mówić, jeśli są patologie. Istnieje niebezpieczeństwo, że nie będzie granicy, po przekroczeniu której geje roszczeniowi powiedzą: „Już jesteśmy akceptowani". Zawsze wygodniejsza będzie pozycja prześladowanych, ofiar.

To nic innego jak stara śpiewka prawicy o tym jak to roszczeniowe mniejszości tyranizują większość. Według tej optyki największym problemem obecnie jest dyskryminacja białych przez czarnych lub mężczyzn przez kobiety. Szczepkowska powtarza brednie o tym jak to mniejszości stawiając się w roli ofiary zyskują wygodną pozycję. Wg prawicy umożliwia to przyznanie mniejszościom niesprawiedliwych przywilejów. Takie same żale znajdziemy w "Najwyższym Czasie" "Do Rzeczy" czy w komplementowanej przez aktorkę "Rzeczpospolitej".

Szczepkowska co prawda stwierdza, że jeszcze w Polsce geje nie dyskryminują heteryków różnymi parytetami czy akcjami afirmatywnymi (na razie ograniczają się do prześladowania aktorek w teatrach), ale ta granica może zostać przekroczona. Zapewne stanie się to wtedy gdy geje w końcu dostaną prawa małżeńskie, wówczas zacznie się prorokowane przez prawicę piekło heteryków.

Następnie Szczepkowska przytacza kolejne, jakże znajome stwierdzenie, że geje nie są wcale szczególnie prześladowani.

Moim zdaniem trzeba mówić o każdym przypadku, bez względu na ilość wariatów, którzy się temu przysłuchują. Nie może być „ molestowania..." czy „mobbingu inaczej". Albo uczymy ludzi reagować na to i dawać odpór, albo zamiatamy pod dywan „niektóre" patologie, bo „jeszcze nie czas". To bez sensu. Z tego co wiem, głowy do kibla ładuje się w wojsku i homo i hetero. Homo za homo, hetero za cokolwiek. I nie tylko dręczy się gejów, ale też hetero zmusza się do seksu.

Postulat by traktować każdy przypadek indywidualnie to typowa odpowiedź homofobów na ujawnienie skali prześladowania gejów w wojsku, szkołach itp. Kiedy ruszyła kampania "It gets better" prawicowe media twierdziły tak jak Szczepkowska, że nie tylko geje padają ofiarą prześladowań w szkołach. Racja. Jednak gejom przytrafia się to o wiele częściej niż heterykom ponieważ homoseksualizm sam w sobie jest pretekstem do prześladowań. Heterykom ładuje się głowy do kibla nie dlatego że są hetero, tylko za "cokolwiek". Tego różne Szczepkowskie i Terlikowscy nie dostrzegają.

Jednak najbardziej smakowity kąsek czeka na nas dopiero na końcu wywiadu, kiedy Cezary Michalski zauważa, że ludzie opowiadający o tym jak padli ofiarą molestowania seksualnego przez księży są przez hierarchów i niektórych dziennikarzy atakowani i nazywani "opętanymi" lub "celebryckimi wrogami Kościoła". Na tę uwagę Szczepkowska odpowiada:

No tak, ale rozmawia pan z osobą ostatnio doświadczoną w identyczny sposób przez środowiska i medialne i gejowskie. Każde słowo krytyki czy choćby żart w wywiadzie skutkuje napiętnowaniem. Ja tu widzę rażące podobieństwa.

Ogarniacie konstrukcję mentalną? Oto biedna Szczepkowska ujawnia patologie środowiska homoseksualnego i pokazuje jak dyktat gejów prześladuje heteryków. I teraz to środowisko napada na Szczepkowską tak samo jak abp Michalik napada na ofiary molestowania przez księży.

Taka paranoja nie powinna nas wcale dziwić, bo opowieści o tym, jak agresywne homoseksualne lobby prześladuje ludzi ujawniających Prawdę to stara śpiewka homofobów, pojawiająca się przy każdej wzmiance o usunięciu Paula Camerona z towarzystw naukowych, krytyce tekstu Regnerusa, czy uniemożliwieniu wygłoszenia wykładu Nicolosiemu na uczelni.

Szczepkowska nie ogranicza się tylko do wygłoszenia homofobicznych tyrad, ale też grozi każdemu, kto publicznie oskarży ją o homofobię:

Z księdzem, który mnie posłał do piekła, nie będę się sądzić, natomiast z pomówieniami medialnymi idę na drogę sądową, bez względu na szansę wygranej.

Bardzo proszę droga Pani mnie pozwać! Chętnie spotkam się z Panią w sądzie.

Brawo dla Michalskiego, że ujawnił prawdziwe oblicze Szczepkowskiej. Teraz wiemy jakie miejsce dla gejów widzi polska prorokini upadku komunizmu. Dla Szczepkowskiej legalizacja małżeństw gejowskich może być zadekretowaniem przyzwolenia w dowalanie pedałom, bowiem będzie to moment kiedy geje nie będą mogli już się na cokolwiek skarżyć. Aktorka łaskawie pozwala nam na regulowanie statusu cywilnego ale tworzona przez nią wizja domawia nam podmiotowości. W jej pretensjach gej nie może mówić o swoim prześladowaniu, bo wtedy "stawia się w roli ofiary" i wymusza przywileje. Geje nie powinni też być widoczni np. w teatrze, bo wtedy tworzą lobby, które coś tam wymusza, ale nie wiadomo co, bo Szczepkowska nie mówi o konkretach:

Nie przytaczałam faktów, tylko klimat, równając go zresztą do podobnego klimatu w układach hetero.

Tylko dziwnym trafem jakoś klimat tworzony przez pary hetero nie wywołał takiej reakcji aktorki jak klimat tworzony przez pary gejów. 

czwartek, 16 maja 2013

Dziś będzie kolejna mało oryginalna protest-notka. Ja rozumiem, że "Rzepa" to klerykalne pismo, które publikuje tendencyjne i skrajnie homofobiczne pamflety. Ja rozumiem, że Agora ma straty, że sprzedaż "Wyborczej" leci na pysk i trzeba zwiększyć klikalność chwytając się każdej metody.

Ale propagowanie takich nienawistnych g... na głównej stronie portalu to jest kopanie leżącego. Niedouczony redaktorzyna z Czerskiej puszczając coś takiego na portal dokłada swoje trzy nędzne grosiki do prześladowania mniejszości w Polsce. To nie tylko przedstawia działalność KPH w karykaturalnym świetle, ale też blokuje równouprawnienie LGBT i powoduje, że ruchy neofaszystowskie zdobywają kolejnych zwolenników. 

Głupi agorowy redaktorzyna, zatrudniony na śmieciówce, nawet nie wie, że jeśli w zdaniu "Gazeta opisuje, że" napisze słowo "gazeta" w cudzysłowie, to oznacza ono konkretny dziennik, wydawany przez korporację, w której ów redaktor pracuje, a nie jakąkolwiek gazetę. 

Portaloza będzie zatem straszyła wrednymi pedałami, którzy chcą likwidacji poloneza na studniówkach oraz pazernymi czarnymi którzy chcą dyskryminować białe Francuzki. Dla polskich pedałów oznacza to, że walka o równouprawnienie jest w tym kraju przegrana. To było realne w latach 90-tych, kiedy jeszcze istniała prasa papierowa, która potrafiła rzetelnie informować. Polskie środowisko LGBT próbuje walczyć o swoje prawa w czasach, kiedy na taką walkę jest za późno.

Nieważne jak bardzo umiarkowaną i jak bardzo merytorycznie uzasadnioną publikację wypuścimy. Prawicowi hejterzy i tak to obrzydzą. Takie ich prawo. Z drugiej strony jednak nie znajdzie się żadne umiarkowane medium, które mogłoby rzetelnie poinformować o publikacji i zdebunkować propagandę homofobów. Będzie tylko żałosny portalik, który jedyne co potrafi co skopiować brednie i nadać im sensacyjny tytuł.

 
1 , 2 , 3