| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Kategorie: Wszystkie | Gender | Gospodarka | Psychoewo | Różne | Wychowanie | pop | transhumanizm
RSS

transhumanizm

wtorek, 13 stycznia 2015

Niedawna awantura wokół wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego o prawach zwierząt miała miejsce w tym samym czasie kiedy zainteresowałem się bardziej ideami transhumanizmu, pacyfizmu i zaangażowałem się a akcję Food Not Bombs. Teraz kiedy tamta sprawa przycichła chciałbym wrzucić swoje 0,03 PLN i wyjaśnić dlaczego warto ograniczyć spożycie mięsa i mleka a najlepiej zostać weganinem.

Powody dla których należy rozważyć porzucenie mięsożerstwa można sprowadzić do argumentów zdrowotnych, ekologicznych i etycznych. Kwestie medyczne są dość szeroko omawiane w różnych publikacjach, więc nie będę tu za dużo pisał. Przeciwnicy weganizmu często twierdzą, że nie da się zastąpić zwierzęcego białka i witamin. Jest to nieprawda. W zasadzie jedynym składnikiem żywieniowym, który nie występuje w pokarmie roślinnym jest witamina B12, jednak produkty wegańskie są suplementowane w tę i inne witaminy, więc jej niedobór nie grozi. Wiadomo natomiast, że duże spożycie mięsa zwłaszcza czerwonego i wędlin zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów jelit i chorób serca więc chociażby z tego powodu można rozważyć przynajmniej ograniczenie zjadania zwierząt.

Równie ważne są argumenty ekologiczne i społeczne. Produkty roślinne przeważnie są tańsze niż zwierzęce, gdyż produkcja żywności roślinnej zużywa mniej zasobów. Wykarmienie miliona ludzi białkiem sojowym wymaga przeznaczenia pod uprawę soi mniej hektarów niż wykarmienie tych ludzi białkiem zwierząt karmionych soją. Zasada ta związana jest z piramidą ekologiczną, która wskazuje ile energii zgromadzonych jest na każdym poziomie łańcucha pokarmowego.

Największy dostęp do energii mają rośliny i to one są podstawą piramidy. Zdecydowanie mniej energii mają do użytku roślinożercy, a najmniej drapieżczy, którzy muszą dużo energii włożyć w zdobycie pokarmu. Z tego powodu drapieżców jest mniej niż roślinożerców a tych z kolei mniej nić roślin. Dlatego tuńczyk jest droższy od makreli, a fasola tańsza od mięsa. Produkcja mięsa wymaga zatem wycięcia większego obszaru lasów pod uprawy paszy niż produkcja pokarmu roślinnego. Przerzucenie się na weganizm pozwoliłoby zaoszczędzić zasoby naturalne, ograniczyć wyrąb lasów i emisje gazów cieplarnianych. Ponad to mniejsze zużycie soi i innych roślin przez przemysł mięso zwiększyłoby dostępność tego pokarmu dla ludzi, co pozwoliłoby ograniczyć problem głodu.

Trzecia grupa argumentów ma charakter etyczny i metafizyczny i nie każdy musi je podzielać a ja nie mam zamiaru nikogo ewangelizować, tylko wyjaśnić swoje stanowisko. Mięsożercy w tym Tomasz Terlikowski posługują się kategorią gatunku, kiedy omawiają kwestię praw zwierząt. Ich zdaniem tylko gatunek ludzkie jest „podmiotem moralnym” i tylko ludzie mogą mieć prawa. Tyle, że pojęcie gatunku jest bardzo śliskie. Człowiek nie powstał z piachu a wyewoluował jak inne naczelne i ma genom niemal identyczny jak szympans. Małpy są bardzo inteligentnymi stworzeniami, a ludzka psyche niewiele różni się od zachowań innych naczelnych, więc jak dla mnie ta granica jest płynna.

Zresztą nawet z przynależnością do gatunku ludzkiego bywało kiedyś różnie. Jeszcze całkiem niedawno biali rasiści uznawali czarnych i innych „kolorowych” za gorszy gatunek lub zgoła za odrębny gatunek. I z tego samego powodu odmawiano im praw i twierdzono, że nie są „podmiotem moralnym” tak jak Terlikowski twierdzi o zwierzętach. W ten sposób uzasadniano niewolnictwo i traktowanie ludzi jak przedmioty. Podobne „argumentu” wytaczali seksiści odnośnie kobiet, naziści odnośnie Żydów i Słowian, a homofoby o gejach. Wielkie tuzy europejskiej filozofii zastanawiały się czy kobiety mają pełną duszę czy tylko ¾ duszy, a inni „naukowcy” zastanawiali się czy Afrykanie są zdolni do myślenia abstrakcyjnego. Jak widać granice człowieczeństwa nie są ustalone raz na zawsze i można je w dowolną stronę przesuwać. Z tego powodu najlepiej jest w ogóle takich granic nie stosować. Jak dla mnie samo odmawianie innym istotom praw jest egocentryzmem. Dążenie do pokoju i poprawy warunków życia na świecie wiąże się z unikaniem podziałów „my – oni” i nie widzę powodów by oddzielać od tego zwierzęta.

Ważna jest też kwestia empatii i niezgody na okrucieństwo i cierpienie zwierząt. Tymi argumentami posługują się zwolennicy tzw. humanitarnego uboju i hodowli. Jeśli można w ten sposób ograniczyć okrucieństwo to popieram dążenie do zakazu uboju rytualnego i wszelkie inicjatywy poprawiające warunki hodowli. Jednak dopóki spożycie mięsa będzie masowe dopóty, przemysł mięsny będzie się wiązał z cierpieniem zwierząt. Wynika to z logiki kapitalizmu: dążenie do maksymalizacji zysku poprzez redukcję kosztów. A wszelkie udogodnienia poprawiające warunki w jakich trzymane i zabijane są zwierzęta to koszty. Nie da się zapewnić takiej ilości mięsa, mleka i jaj jaka trafia na rynek obecnie i po obecnej cenie, jeśli zwierzęta będą hodowane w sposób “humanitarny”. Dopiero znaczące ograniczenie spożycia mięsa i nabiału pozwoli na wyeliminowanie masowego okrucieństwa.

Przejście na dietę wegańską lub wegetariańską jest niemożliwe z dnia na dzień. Trzeba nauczyć się nowych sposobów gotowania, zmienić nawyki zakupowe, poznać nowe produkty. Jednak warto to poznać i odkryć nowe smaki. Urozmaicenie naszej kuchni wyjdzie wszystkim na dobre, a być może uda się przestawić. Ja od dłuższego czasu poznaje nowe bezmięsne potrawy i stopniowo eliminuję produkty zwierzęce ograniczając się w zasadzie do spożywania niewielkich ilości serów i jaj od kur z wolnego wybiegu.