| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Kategorie: Wszystkie | Gender | Gospodarka | Psychoewo | Różne | Wychowanie | pop | transhumanizm
RSS
czwartek, 02 kwietnia 2015

Klęska środowisk lewicowych w wyborach prezydenckich spowodowała, że wielu ludzi, którym nie podoba się to co się dzieje w Polsce i chcą zaprotestować przeciw zamienianiu tego kraju w kolonię taniej siły roboczej wyzyskiwanej przez wielki kapitał, zwraca się ku tzw. „kandydatom niezależnym”.

W tych wyborach będzie ich wyjątkowo dużo. Obok Korwina, który startuje we wszystkich wyborach wyborach za każdym razem jako szef nowej partii, co to ma być wreszcie tą jedyną prawdziwie prawicową prawicą, pojawili się Jacek Wilk z tej prawicy nieprawdziwej, Paweł Kukiz czyli „prawicowiec o lewicowym sercu”, Paweł  Tanajno z Demokracji Bezpośredniej, która protestuje przeciw banksterom dymającym frankowiczów, a jednocześnie domaga się by polski system emerytalny powierzyć tym banksterom, Grzegorz Braun, który zna Prawdę o Smoleńsku i Marian Kowalski, który potrafi bardzo mocno walić sierpem i młotem.

Kandydaci ci różnią się w szczegółach programów wyborczych ale jest parę wątków, które ich łączą. Wszyscy są co najmniej „homosceptyczni” (oprócz Tanajno, który  podobno popiera feminizm). Wszyscy popierają Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. I wszyscy są co najmniej krytyczni wobec polityki klimatycznej. W tej ostatniej sprawie zapał jest różny. Od poglądu, że globalne ocieplenie to bzdura wymyślona przez lobby ekoterrorystów, po przekonanie, że coś może być na rzeczy ale polityka klimatyczna jest szkodliwa dla Polski, błędna i wewogóle bardziej trują Chiny i USA i to oni powinni się ograniczać, a wpływ CO2 na klimat to tylko przypuszczenia.

 

W kwestii klimatu przekonanie, że ktoś kto krytykuje lub odrzuca politykę klimatyczną i konsensus naukowców ws. AGW jest osobą o poglądach „niezależnych” i występuje przeciw politycznie poprawnemu mainstreamowi, jest dla mnie szczególnie ciekawe. No kurcze faktycznie Polska to kraj zamieszkany przez 37 mln lemingów-wegan, którzy wszyscy domagają się dekarbonizacji i popierają zakazy palenia węglem. Tylko jakoś jak człowiek wyjdzie teraz w trakcie sezonu grzewczego na ulice polskiego miasta i zaciągnie głęboki oddech, to poczuje zapach polskiego mainstreamu, który bynajmniej nie jest aromatem tofu smażonego na kuchence zasilanej prądem z wiatraka.

 

Kto w Polsce jest „sceptyczny” wobec polityki klimatycznej? Chociażby delegaci Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który odbędzie się za trzy tygodnie w jakże ekologicznych Katowicach. Imprezę tę organizuje wydawnictwo, które ma gazety biznesowe i portale, na których regularnie w roli ekspertów występują Gwiazdowski, Bochniarz i Balcerowicz. Sponsorami tego kongresu są z kolei wielkie koncerny przemysłowe, które bardzo protestują przeciw pakietowi klimatycznemu. I zapewne podczas debat kongresowych padnie wiele argumentów pokazujących jak to ekoterroryzm niszczy polskie hutnictwo, jak to gaz łupkowy jest potrzebny, jak to polska energetyka powinna opierać się na węglu. Następnie wszystkie te opinie rozpowszechnią dziennikarze, którzy uważają siebie za „niezależnych” i walczących z mainstreamem.

 

Tak właśnie wygląda polska „niezależność”: to jest bycie na pasku Kulczyka i Mittala. Taki dziennikarz zrobi wywiad z panem Karkosikiem czy innym Jędrzejewskim, który wygląda dokładnie tak jak to opisuje Stieg Larsson: „Panie Prezesie proszę coś powiedzieć…”

 

W Polsce niby mainstreamowe jest bycie eko ale jak człowiek wyjdzie na miasto to wdycha pył zawieszony. Weganizm jest niby mainstreamowy, ale jak człowiek chce zjeść wegańską potrawę w restauracji to ma do wyboru sałatkę lub wodę. LGBT jest mainstreamowe ale gej nie ma prawa do informacji o zdrowiu swojego partnera, itp. 

 

Można sobie zadać pytanie kto jest dziś niezależny. Czy dziennikarz sympatyzujący z PiS, pisze rzeczy korzystne dla lobby węglowego w portalu sponsorowanym przez Kulczyka, czy też „Nowy Obywatel” któremu odebrano dotację, bo pisał rzeczy niewygodne dla władzy PO? Czy będzie to Robert Gwiazdowski który się lansuje na kongresach gospodarczych, czy anarchiści robiący protest na ulicach?

 

A taki Korwin który opowiada dowcipy o czarnych i gejach proponuje to samo co zrobili politycy PiS i PO czyli obniżka podatku dla bogatych i zabranie więcej biednym. (Panie Kazik w oficjalnych dokumentach i opracowaniach w USA funkcjonuje słowo „czarny” a nie „afroamerykanin”).

 

Cała ta polska „nieporawność” to tłuczenie tego w co wierzy polska klasa średnia. Te wszystkie homosceptyczne Wielowieyskie i Szczepkowskie brylujące w „Gazetach Wyborczych” czy innych „Rzeczachpospolitych”, Ziemkiewicze gadające brednie w gazecie Michnika, czy Terlikowskie gadające to samo we Frondzie. Oni wszyscy mówią to  co słychać na korytarzach polskich biurowców zasiedlonych przez głosujące na POPiS lemingi. Jeden wielki pasztet sponsorowany przez system, w którym dobrze się czują tylko ludzie tacy jak Luigi Lovaglio.

 

Dlatego nie dajcie się nabrać na tych rzekomo „niezależnych” kandydatów w wyborach. To są małpy systemu, które was ciągną tam gdzie 1 procent sobie zażyczy. 

środa, 25 marca 2015

Wybory prezydenckie 2015 r. pokazują jak bardzo wykoślawiona jest debata o gospodarce i polityce w Polsce. W okresie, w którym trwają ostre protesty społeczne przeciw naruszaniu praw pracowniczych i likwidacji miejsc pracy, brakuje szczególnie głosu, który te emocje przełożyłby na język polityczny, który przyciągnąłby wyborców. Obecnie o prawach pracowniczych mówi jedynie prawicowa opozycja, której spoty są pełne frazesów o solidarności, a która godziła się na liberalizację kodeksu pracy i dokonała skoku na kasę biednych ludzi.

Dlaczego wielu Polaków jest przekonanych, że lewicowcy to ci co chcą więcej biurokracji i gnębienia przedsiębiorców? Dlaczego młodzi zatrudnieni na śmieciówkach lub zagonieni do wiecznych darmowych staży, popierają polityków, którzy proponują jeszcze więcej śmieciówek i wyzysku?

Częściowo wyjaśnia to opisana w poprzedniej notce mentalność chłopa pańszczyźnianego, czyli przekonanie że „naturalnym" stanem jest skrajna nierówność społeczna, czyli podział na niewolników i panów. Wyrazem tej mentalności jest np. słowo „pracodawca", które sugeruje że praca jest łaską podarowaną przez kogoś, a nie usługą którą pracownik sprzedaje przedsiębiorcy za określoną zapłatę.

Mentalność to jednak nie wszystko. Jednym z sukcesów Buzków i Balcerowiczów, którzy reformowali Polskę w latach 90-tych było wpojenie społeczeństwo przekonania, że istnieje ostry konflikt interesów między „roszczeniowymi" grupami pracowników, a biznesmenami, którzy „tworzą PKB" i gwarantują rozwój kraju. Na pozór jest to logiczne. Skoro przedsiębiorca kupuje owoce pracy to zależy mu by kupić tanio, a pracownikowi zależy by sprzedać drogo. Na tym opiera się konflikt klas. Ponieważ wg doktryny liberalnej to biznesmeni są klasą, która zapewnia rozwój, polityka powinna stanąć po ich stronie w konflikcie.

Jeśli przyjmujemy tę perspektywę i dodamy do tego mentalność pańszczyźnianą, to głosowanie na Korwina i PO wydaje się jedynym wyjściem dla młodego wyborcy. W społeczeństwie feudalnym osoba, która dostanie awans, z którym wiąże się choć niewielka władza, zaczyna odreagowywać swoje poczucie niższości i gnębić tych, którzy mają słabszą pozycję. Stąd biorą się np. opowieści o tym, że praca w zagranicznej korporacji była przyjemna dopóki zarząd był z zagranicy, a w momencie gdy menadżerami zostali Polacy, zaczął się mobbing i wyzysk. Stąd też bierze się zachowanie niektórych dyrektorów urzędów skarbowych i horrory o gnębionych przedsiębiorcach, których skarbówka doprowadza do ruiny. Jeśli takie sytuacje postrzega neoliberał, to logicznym dla niego wydaje się, że pracownikom nie należy dawać żadnej władzy, a biurokrację najlepiej zlikwidować.

W rzeczywistości perspektywa konfliktu klas i urzędników, którzy gnębią biznes jest bardzo płytka. W krótkiej perspektywie może się wydawać korzystne, że pracownicy są tani jednak w dłuższej perspektywie sytuacja gdy większość społeczeństwa jest biedna jest niedobra dla małych i średnich przedsiębiorstw. Niskie zarobki to niska siła nabywcza i słaby rynek, na którym nie da się zarobić. Podnoszenie płac jest korzystne dla gospodarki tym bardziej, ze udział kosztów pracy w PKB w Polsce należy do najniższych w Europie.

Neoliberalna doktryna wdrażana w Polsce pomimo sloganów o wsparciu „pracodawców" i małych firm jest korzystna głównie dla wielkich zagranicznych korporacji, które eksploatują tanią siłę roboczą Polaków i unikają opodatkowania dzięki specjalnym strefom ekonomicznym. Dla sektora małego biznesu o wiele korzystniejsze byłoby, gdyby Polacy po prostu lepiej zarabiali. Dla wszystkich z kolei byłoby korzystne, gdyby biurokracja była sprawna i przyjazna, co wiąże się z koniecznością zatrudniania dobrych specjalistów, którym trzeba uczciwie płacić. Dlatego tak bardzo brakuje nam rozsądnej lewicy, która potrafiłaby przekonać wyborców, że podnoszenie postulatów pracowniczych wcale nie oznacza „gnębienia" przedsiębiorców. 

środa, 18 lutego 2015

Przewalające się przez Polskę strajki stały się pretekstem do kolejnej dyskusji o roli związków zawodowych w naszym kapitalizmie. Prawicowo-liberalne media pełne są oburzenia na „związkowych darmozjadów", którzy pasożytują na społeczeństwie. Biurowa klasa średnia narzeka, że strajkują ci „którzy mają najwięcej" i ciągle chcą więcej. Na korytarzach szklanych biurowców słychać głosy, że „związki trzeba rozpędzić" bo ludzie mają dość dotowania kopalń i rolników. Kwitnie niezadowolenie z ugodowej postawy rządu Ewy Kopacz.

Cała ta antyzwiązkowa tyrada polskiego prekariatu jest wyrazem mentalności chłopa pańszczyźnianego w jakiej ciągle tkwi polskie młode mieszczaństwo. Jej istotą jest akceptacja klasizmu, wiernopoddaństwo, feudalne stosunki w pracy i przekonanie, że skrajne nierówności społeczne są czymś normalnym a nawet pozytywnym.

Przełożonych się nie lękaj
Mało pracuj dużo stękaj
Nie pajacuj, nie podskakuj
Siedź na d... i przytakuj

Taki wierszyk nabazgrano trzy lata temu w windzie jednego z katowickich biurowców, w którym usadowiły się firmy outsourcingowe i siedziba koncernu energetycznego. To jest kredo polskiej pańszczyźnianej klasy średniej. "Nie wychylaj się", nie zadawaj pytań, nie domagaj się niczego, słuchaj rozkazów i przytakuj przełożonym. Świetnym przykładem feudalizmu korporacyjnego doprowadzonego do skrajności są stosunki panujące w Empiku ujawnione na blogu aspirującypisarz. Tu widać wszystko: pracownicy zamienieni w niewolników, którzy mają tylko słuchać absurdalnych rozkazów. Nieliczenie się z opiniami podwładnych. Skrajna hierarchia, mobbing i upodlenie pracowników przez dyrektorów, którzy zachowują się jak karbowy pilnujący chłopa.

Biurowa klasa średnia jest przyzwyczajona do takich stosunków: to wszystko widzi na polskich uczelniach, gdzie feudalizm, dziedziczenie stanowisk i wazeliniarstwo kwitnie. Następnie przyzwyczaja się do odrabiania pańszczyzny na ciągnących się miesiącami bezpłatnych stażach. Po czym już może się wdrożyć do tyrania na umowach śmieciowych.

Polski prekariat wykazuje masowe objawy syndromu sztokholmskiego. Pracownicy centrów usług i korporacji są wdzięczni swoim pracodawcom, że ofiarowali im łaskę zatrudnienia i nie muszą siedzieć w Londynie na zmywaku lub harować na taśmie w specjalnej strefie ekonomicznej, bo tylko takie są alternatywy dla pokolenia wyżu demograficznego pamiętającego dobrze masowe bezrobocie z początku ubiegłej dekady. Stąd powszechna akceptacja feudalnych stosunków pracy.

Ten syndrom sztokholmski wyjaśnia dlaczego tak silna jest niechęć do związków zawodowych, który wyraża się hasłami „Darmozjady niech wezmą się do roboty!", „Niech policja pogoni związkowców!". Polski prekariusz akceptuje feudalizm korporacyjny, umowy śmieciowe i rozwarstwienie społeczne. W takim systemie wartości nie ma miejsca na tzw „grupy uprzywilejowane" czyli na pracowników, którzy mają dobre wynagrodzenie i inne tzw. „przywileje". Prekariusz, który na drzwiach widny wypisuje markerem „nie podskakuj, siedź na d... i przytakuj" jest przerażony tym, że ktoś może publicznie i głośno wyrażać swoje niezadowolenie i domagać się czegoś.

Widać też skuteczność neoliberalnego prania mózgów, które nam serwują media i szkoły na tzw. lekcjach przedsiębiorczości. Frustracja biedamieszczaństwa i drobnych przedsiębiorców nie kieruje się w stronę elit biznesowo-politycznych, które ponoszą odpowiedzialność za panujące stosunki, tylko wyżywa się na związkach zawodowych i innych grupach pracowników. W ten sposób liberałowie sprytnie manipulują społeczeństwem i wprowadzają kolejne antypracownicze reformy. Społeczeństwo niezorganizowane, bierne i skłócone zgodzi się na wszystko.

sobota, 31 stycznia 2015

Rada Europy, w której zgromadzeniu parlamentarnym większość mają obecnie konserwatyści, wydaliła dziś z siebie rezolucję, w której wyraża ubolewanie i przerażenie tym jak strasznie w Europie prześladowani są chrześcijanie.

Wiceprzewodniczący zgromadzenia Rady Europy, poseł Krzysztof Szczerski z Prawa i Sprawiedliwości wyjaśnia na czym polega dyskryminacja chrześcijan:

"Do szkół wkracza gender, w służbie zdrowia trwa nagonka na lekarzy podpisujących deklarację wiary, prof. Chazan traci pracę, w Sejmie byle kto wyciera sobie twarz Kościołem, a w mediach trwa nieustanny atak na Kościół"

Chciałbym więc tutaj w imieniu całego lewactwa prześladującego biednych polskich chrześcijan złożyć samokrytykę i wyspowiadać się ze zbrodni jakie popełniają geje, feministki i ateiści w Polsce.

W pewnej szkole w Katowicach miał miejsce brutalny atak na Kościół. Polegał on mianowicie na tym, że jedna z nauczycielek tam pracujących, która jest ateistką i feministką mówiła wszystkim pracującym "Dzień dobry". Mówiła też tak do księdza dobrodzieja uczącego tam religii katolickiej. Ksiądz dobrodziej poczuł się wielce urażony tym sformułowaniem, gdyż do duchownego katolickiego należy mówić "Szczęść Boże!" a każde inne sformułowanie to obraza majestatu. Ksiądz dobrodziej złożył skargę na to, że jest dyskryminowany do dyrekcji. Dyrekcja na całe szczęście postanowiła obronić chrześcijanina przed dyskryminacją i ukarała krnąbrną nauczycielkę upomnieniem i nakazała jej mówić "Szczęść Boże!".

W innej szkole na Śląsku pewna nauczycielka ateistka dostała polecenie by iść z dziećmi do kościoła na rekolekcje. Ponieważ nauczycielka jest ateistką więc nie uklękła przed ołtarzem, co jest Obrazą Uczuć Religijnych. Zgromadzeni w kościele chrześcijanie poczuli się zaatakowani przez lewicę i złożyli do dyrekcji protest. Dyrekcja nakazała nauczycielce ateistce uczestniczyć w katolickich nabożeństwach i klękać przed ołtarzem. Za odmowę uczestnictwa w nabożeństwach i nieklękanie zagrożono nauczycielce wydaleniem z pracy. W ten oto sposób powstrzymano dyskryminację chrześcijan.

Inne formy dyskryminacji chrześcijan to: domaganie się lekcji etyki dla niekatolików w szkołach publicznych, domaganie się likwidacji Funduszu Kościelnego, domaganie się opodatkowania kleru tak samo jak reszty społeczeństwa, protestowanie przeciw dotacjom z budżetu państwa do budowy kościołów, prowadzenie postępowań karnych przeciw księżom pedofilom przez świecką prokuraturę. To wszystko są brutalne ataki na Kościół, które zakłócają swobodę wyznania chrześcijan w Polsce.

Ja sam dokonuję ataku na chrześcijan gdyż uczestniczę w akcji charytatywnej, w której grupa lewaków pomaga bezdomnym. Jest to wkraczanie w dziedzinę,w której monopol mają katolickie organizacje charytatywne, które za pieniądze z budżetu państwa robią dobry PR Kościołowi. Lewacy nie tylko pozbawiają Kościół monopolu na bycie dobrym, ale też pokazują, że można tę pomoc robić taniej niż Caritas i co gorsza domagają się aby to państwo polskie zorganizowało pomoc dla bezdomnych i biednych i przeznaczyło na to więcej pieniędzy. Tym samym jesteśmy zagrożeniem większym niż Owsiak, który co prawda łamie monopol Kościoła, ale przynajmniej domaga się wolnego rynku w służbie zdrowia. 

wtorek, 13 stycznia 2015

Niedawna awantura wokół wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego o prawach zwierząt miała miejsce w tym samym czasie kiedy zainteresowałem się bardziej ideami transhumanizmu, pacyfizmu i zaangażowałem się a akcję Food Not Bombs. Teraz kiedy tamta sprawa przycichła chciałbym wrzucić swoje 0,03 PLN i wyjaśnić dlaczego warto ograniczyć spożycie mięsa i mleka a najlepiej zostać weganinem.

Powody dla których należy rozważyć porzucenie mięsożerstwa można sprowadzić do argumentów zdrowotnych, ekologicznych i etycznych. Kwestie medyczne są dość szeroko omawiane w różnych publikacjach, więc nie będę tu za dużo pisał. Przeciwnicy weganizmu często twierdzą, że nie da się zastąpić zwierzęcego białka i witamin. Jest to nieprawda. W zasadzie jedynym składnikiem żywieniowym, który nie występuje w pokarmie roślinnym jest witamina B12, jednak produkty wegańskie są suplementowane w tę i inne witaminy, więc jej niedobór nie grozi. Wiadomo natomiast, że duże spożycie mięsa zwłaszcza czerwonego i wędlin zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów jelit i chorób serca więc chociażby z tego powodu można rozważyć przynajmniej ograniczenie zjadania zwierząt.

Równie ważne są argumenty ekologiczne i społeczne. Produkty roślinne przeważnie są tańsze niż zwierzęce, gdyż produkcja żywności roślinnej zużywa mniej zasobów. Wykarmienie miliona ludzi białkiem sojowym wymaga przeznaczenia pod uprawę soi mniej hektarów niż wykarmienie tych ludzi białkiem zwierząt karmionych soją. Zasada ta związana jest z piramidą ekologiczną, która wskazuje ile energii zgromadzonych jest na każdym poziomie łańcucha pokarmowego.

Największy dostęp do energii mają rośliny i to one są podstawą piramidy. Zdecydowanie mniej energii mają do użytku roślinożercy, a najmniej drapieżczy, którzy muszą dużo energii włożyć w zdobycie pokarmu. Z tego powodu drapieżców jest mniej niż roślinożerców a tych z kolei mniej nić roślin. Dlatego tuńczyk jest droższy od makreli, a fasola tańsza od mięsa. Produkcja mięsa wymaga zatem wycięcia większego obszaru lasów pod uprawy paszy niż produkcja pokarmu roślinnego. Przerzucenie się na weganizm pozwoliłoby zaoszczędzić zasoby naturalne, ograniczyć wyrąb lasów i emisje gazów cieplarnianych. Ponad to mniejsze zużycie soi i innych roślin przez przemysł mięso zwiększyłoby dostępność tego pokarmu dla ludzi, co pozwoliłoby ograniczyć problem głodu.

Trzecia grupa argumentów ma charakter etyczny i metafizyczny i nie każdy musi je podzielać a ja nie mam zamiaru nikogo ewangelizować, tylko wyjaśnić swoje stanowisko. Mięsożercy w tym Tomasz Terlikowski posługują się kategorią gatunku, kiedy omawiają kwestię praw zwierząt. Ich zdaniem tylko gatunek ludzkie jest „podmiotem moralnym” i tylko ludzie mogą mieć prawa. Tyle, że pojęcie gatunku jest bardzo śliskie. Człowiek nie powstał z piachu a wyewoluował jak inne naczelne i ma genom niemal identyczny jak szympans. Małpy są bardzo inteligentnymi stworzeniami, a ludzka psyche niewiele różni się od zachowań innych naczelnych, więc jak dla mnie ta granica jest płynna.

Zresztą nawet z przynależnością do gatunku ludzkiego bywało kiedyś różnie. Jeszcze całkiem niedawno biali rasiści uznawali czarnych i innych „kolorowych” za gorszy gatunek lub zgoła za odrębny gatunek. I z tego samego powodu odmawiano im praw i twierdzono, że nie są „podmiotem moralnym” tak jak Terlikowski twierdzi o zwierzętach. W ten sposób uzasadniano niewolnictwo i traktowanie ludzi jak przedmioty. Podobne „argumentu” wytaczali seksiści odnośnie kobiet, naziści odnośnie Żydów i Słowian, a homofoby o gejach. Wielkie tuzy europejskiej filozofii zastanawiały się czy kobiety mają pełną duszę czy tylko ¾ duszy, a inni „naukowcy” zastanawiali się czy Afrykanie są zdolni do myślenia abstrakcyjnego. Jak widać granice człowieczeństwa nie są ustalone raz na zawsze i można je w dowolną stronę przesuwać. Z tego powodu najlepiej jest w ogóle takich granic nie stosować. Jak dla mnie samo odmawianie innym istotom praw jest egocentryzmem. Dążenie do pokoju i poprawy warunków życia na świecie wiąże się z unikaniem podziałów „my – oni” i nie widzę powodów by oddzielać od tego zwierzęta.

Ważna jest też kwestia empatii i niezgody na okrucieństwo i cierpienie zwierząt. Tymi argumentami posługują się zwolennicy tzw. humanitarnego uboju i hodowli. Jeśli można w ten sposób ograniczyć okrucieństwo to popieram dążenie do zakazu uboju rytualnego i wszelkie inicjatywy poprawiające warunki hodowli. Jednak dopóki spożycie mięsa będzie masowe dopóty, przemysł mięsny będzie się wiązał z cierpieniem zwierząt. Wynika to z logiki kapitalizmu: dążenie do maksymalizacji zysku poprzez redukcję kosztów. A wszelkie udogodnienia poprawiające warunki w jakich trzymane i zabijane są zwierzęta to koszty. Nie da się zapewnić takiej ilości mięsa, mleka i jaj jaka trafia na rynek obecnie i po obecnej cenie, jeśli zwierzęta będą hodowane w sposób “humanitarny”. Dopiero znaczące ograniczenie spożycia mięsa i nabiału pozwoli na wyeliminowanie masowego okrucieństwa.

Przejście na dietę wegańską lub wegetariańską jest niemożliwe z dnia na dzień. Trzeba nauczyć się nowych sposobów gotowania, zmienić nawyki zakupowe, poznać nowe produkty. Jednak warto to poznać i odkryć nowe smaki. Urozmaicenie naszej kuchni wyjdzie wszystkim na dobre, a być może uda się przestawić. Ja od dłuższego czasu poznaje nowe bezmięsne potrawy i stopniowo eliminuję produkty zwierzęce ograniczając się w zasadzie do spożywania niewielkich ilości serów i jaj od kur z wolnego wybiegu.

piątek, 07 listopada 2014

W ostatnich tygodniach kilka wydarzeń pokazało jak skretyniały i obrzydliwie niesprawiedliwy jest obecny system gospodarczy. Najpierw katastrofa statku kosmicznego Richarda Bransona. Polskie reżimowe media przedstawiały to jakby to była wielka tragedia, a sam statek miał być jakimś ważnym przełomem w podboju kosmosu. Tymczasem zabawka Virgin Atlantic to tylko taksówka dla miliarderów, którzy będą chcieli sobie popatrzeć na Ziemię z kosmosu. Ten statek nie wnosi niczego nowego do techniki lotów kosmicznych ani do badań naukowych. Prawdziwy przełom dokonywał się w latach 50-tych i 60-tych za pieniądze podatnika. O ile jednak Jurij Gagarin musiał gnieździć się w ciasnej kapsule zbudowanej najtańszym możliwym sposobem, o tyle klientom pana Bransona wygody nie zabraknie.

Nie zabraknie również pieniędzy, bowiem udział najbogatszego 1% w dochodach osiągnął już pułap notowany ostatnio tuż przed kryzysem z 1929 r. Warto przypomnieć jak do tego doszliśmy. Fakty, które niejeden z nas zna, ale które są coraz bardziej wymowne im więcej jest frustracji wśród mieszkańców Londynu, Brukseli czy Nowego Jorku.

Po pierwsze mimo bardzo szybkiego wzrostu produktywności w ciągu ostatnich 40 lat dochody gospodarstw domowych nie powiększają się, a od 1999 r. maleją:

Po drugie społeczeństwo jest coraz bardziej zadłużone:

Ludzie muszą brać coraz więcej kredytów, bo rosną koszty studiów czy opieki medycznej:

Po czwarte w związku z rozrostem kredytów rośnie sektor finansowy napędzany przez spekulacje:

To są dane dla USA, ale w innych krajach zachodnich jest podobnie. Wszystko to się zaczęło rozklejać pod koniec lat 80-tych. W Wyniku reform Reaganna i Thatcher poluzowano pasa bogaczom. Ich dochody wzrosły dramatycznie, (podczas gdy reszta relatywnie zbiedniała):

Na co miliarderzy wydają dodatkowe zarobione pieniądze? Na statki kosmiczne trochę tak, ale wzrost wydatków konsumpcyjnych u tej grupy jest nie wielki, bo miliarderzy i w latach 60-tych kiedy płacili 90% podatku kupowali sobie jachty i wyspy. Te dodatkowe pieniądze, które trafiają do najbogatszych wydawane są w większości na inwestycje w sektor finansowy czyli głównie w spekulacje, które są możliwe dzięki rozrostowi kredytów zaciąganych przez przeciętnych obywateli.

Innymi słowy: politycy w latach 80-tych zabrali biednym i dali bogatym. Następnie bogaci zaczęli kredytować biednych, bo ci potrzebowali pieniędzy a bogaci chcieli zarobić na spekulacjach. Kiedy to wszystko rypnęło w 2008 r. politycy uratowali bogatych sięgając po pieniądze do kieszeni biednych.

Wczoraj przeciw temu całemu skurwysyństwu protestował Marsz Miliona Masek. Podobne protesty są od kilku lat i niektórzy oczekują, że z tego całego ruchu narodzi się w końcu jakaś nowa lewica. Nic takiego nie następuje. W kolejnych wyborach wygrywa albo amerykańska prawica, która obiecuje, że będzie „bronić honoru amerykańskiej flagi" albo europejscy faszyści, którzy straszą imigrantami.

Dlaczego tak się dzieje? Problemem jest przede wszystkim brak jasnego skonkretyzowanego przekazu. Faszyści mówią do prostych ludzi: „Jesteście biedni, bo imigranci zabierają wam waszą pracę, godzą się robić to samo co wy za niższe wynagrodzenie, zabierają kasę z opieki społecznej, kradną i śmiecą.". Mimo, że to wszystko brednie to jest to łatwo do przyswojenia.

Lewica nie potrafi wyjść z podobnym przekazem. Nawet wczorajsze protesty oburzonych nie miały jednego konkretnego postulatu. Protestowano niby przeciw korupcji, GMO i inwigilacji w sieci. Jakby to były teraz największe problemy.

Lewica mainstreamowa jest jeszcze gorsza. Przede wszystkim dobija ją twarda obrona Unii Europejskiej przed jakąkolwiek krytyką. To naiwne przekonanie, że jeśli nie Unia to zeżre nas brunatna fala. Tyle ze nacjonaliści już nas pożerają.

W imię obrony „wielokulturowości" demokracji i „wolności" lewica dziś kojarzona jest z niedemokratyczną, arogancką, biurokratyczną sitwą, na której czele stanął właśnie J-C Juncker, facet, który przez ostatnie lata robił dwie rzeczy: z jednej strony jako szef eurogrupy zmuszał Grecję, Hiszpanię, Portugalię, Irlandię i Cypr do drakońskiego zaciskania pasa swoim obywatelom. Z drugiej strony jako premier Luksemburga ten sam facet luzował pasa miliarderom, którym pozwalał unikać podatków.

Lewica dziś jest kojarzona z brukselską mafią i „zalewem imigrantów". W takim układzie nie dziwi, że społeczna frustracja napędza faszystów.

Czy jest jakaś nadzieja? W Hiszpanii i Grecji rośnie lewica antyeuropejska i tego nam dzisiaj trzeba. Kogoś kto znowu sięgnie po postulaty pracownicze. Kogoś kto powie nie globalizacji, wyzyskowi, delokalizacji miejsc pracy. Kogoś kto powie jesteście biedni, bo korporacje coraz bardziej waz wyzyskują, a politycy to ich sługusy.

Zatem lewico: więcej sprawiedliwości, a mniej klubokawiarni!

wtorek, 21 października 2014

Ponad rok temu przygarnęliście trzyosobową rodzinę, która straciła mieszkanie. To była wspólna decyzja?

Stefan z Natalią przyszli do nas na dyżur w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Stracili mieszkanie, którego użyczała im siostra Stefana. Zostali przez nią wyrzuceni, z dnia na dzień znaleźli się z córką bez dachu nad głową. Jedna z noclegowni przyjęła Natalię z Małgosią, ale Stefana już nie mogła. 

Nie ma u nas noclegowni dla rodzin. Teoretycznie rodzina mogłaby zamieszkać w ośrodku interwencji kryzysowej. Ale ośrodków jest za mało, więc przyjęło się, że miejsca są tam głównie dla kobiet i dzieci dotkniętych przemocą. Państwo nie chce dostrzec, że są też bezdomne rodziny.

 Agata Nosal-Ikonowicz na prezydentkę Warszawy!

Wreszcie jakaś normalna lewica w tym kraju.

sobota, 18 października 2014

Ostatnio dissowałem PO dziś trochę ponarzekam na ostatnią nadzieję polskiej lewicy. Zieloni odpuścili sobie wybory w Katowicach, co jest trochę słabe, gdyż to miasto gdzie spora część mieszkańców ma dość dewastacji środowiska i potencjalnie partia ta mogłaby zdobyć tu sporo głosów. Na Górnym Śląsku możliwy jest scenariusz z Badenii Wirtenbergi - regionu tradycyjne chadeckiego, gdzie młody elektorat poparł Zielonych. Na razie przegrywają walkowerem. Kandydat PO którego poznałem na warsztatach z Krzysztofem Nawratkiem jest człowiekiem sympatycznym ale to trochę za mało. Tym razem więc wybory samorządowe sobie odpuszczę.

Dylemat natomiast mają wyborcy lewicy w Warszawie, gdzie tamtejsza kandydatka, którą niedawno popierał WO, rozłożyła się w wywiadzie dla GW na prostym pytaniu o przedszkola. Sympatycy Zielonych twierdzą, że pytania były napastliwe i pytają czemu media nie publikują nieautoryzowanych wywiadów z HGW. Znowu okazuje się, że to wredne media sympatyzują z prawicą i prześladują taką dobrą kandydatkę, która ma taki świetny program. Cóż przypomina mi to narzekania polityków nieboszczki Unii Wolności, że ciemny lud zamiast popierać takie autorytety jak Balcerowicz woli głosować na Leppera. Drodzy Zieloni nie idźcie tą drogą!

Po pierwsze nie widzę nic złego w publikacji nieautoryzowanego wywiadu w tym przypadku. Erbel jest osobą publiczną, która chce sprawować odpowiedzialne stanowisko. W tym przypadku jest w interesie publicznym publikowanie jej wypowiedzi, które mogą świadczyć o nieprzygotowaniu do tej funkcji.

Po drugie pytanie o przedszkole nie było napastliwe. Dziennikarka akurat przeczytała program Zielonych i znalazła w nim lukę. Bardzo istotną lukę dla elektoratu lewicy. Erbel okazuje się kandydatką dla której brak hipsterskich knajp, w których można pogadać o żiżkologii lacanistycznej jest większym problemem niż brak przedszkoli.

Po trzecie, największa kompromitacja nastąpiła nie po jakimś wyjątkowo podchwytliwym pytaniu dziennikarki, ale w momencie gdy Erbel miała akurat moment swobodnej wypowiedzi. Wówczas jej się ulało stwierdzenie, że prywatne przedszkola są dostępne dla wszystkich. Erbel nie tylko okazała się osobą, która nie zna problemów zwykłych warszawiaków ale też dość naiwnie ufa w "niewidzialną rękę rynku".

Cóż ja jestem trzydziestoletnim pedałem, który dzieci nie ma i nie będzie mieć, ale wiem ile kosztują publiczne i prywatne przedszkola w moim mieście. Wiem jakie są wymogi by posłać niemowlaka do żłobka i jak długo trwa urlop wychowawczy i czym się różni od macierzyńskiego. Wiem to z rozmów ze znajomymi. Zwykłymi pracownikami jednej z katowickich korporacji. Dla habilitowanych kolegów pani Erbel my jesteśmy biurową klasą średnią, brukwią, którą pogardzają. Ale to my mamy głos w tych wyborach.

Nie wiem w jakim towarzystwie obraca się kandydatka Zielonych, ale osoba, która nie wie ile się płaci za przedszkole w swoim mieście, dla mnie jest kosmitką. W tym przypadku neoliberalną kosmitką.

Krzysztof Nawratek na swoim blogu twierdzi, że program Zielonych jest świetny i apeluje by go przeczytać. Cóż ja mam ciekawsze lektury niż program, który i tak wyląduje w koszu tuż po wyborach, co nastąpi nawet gdyby pani Erbel wygrała jakimś cudem wybory. Programy mają to do siebie, że stanowią tylko spis pobożnych życzeń a prawdziwy program władzy powstaje parę miesięcy po wyborach kiedy nowy prezydent rozpozna problemy i możliwości miasta.

Od programów ważniejsze jest ogólne nastawienie kandydata i partia, która tak dużo energii poświęca kwestii klubokawiarni a niemal zupełnie pomija sprawy rodziców nie zasługuje na przekroczenie progu wyborczego.

piątek, 10 października 2014

Zmiana na stanowisku premiera i wywalenie z rządu Biernackiego i Królikowskiego zostały przez media szumnie odfajkowane jako „skręt Platformy Obywatelskiej w lewo”. Spekulowano o wejściu prof. Płatek do ministerstwa sprawiedliwości. Portale LGBT strasznie się podjarały perspektywą uchwalenia przez nowy rząd projektu o związkach partnerskich.

 Niejeden lewak i gej pewnie zaczął bardziej przychylnie patrzeć na Partię miłościwie nam panującą i być może zastanawiać się nad udzieleniem jej głosu w najbliższych wyborach samorządowych. Mnie też przez króciutki momencik przyszła myśl o zagłosowaniu na platformianego kandydata na prezydenta Katowic.

Minęły dwa tygodnie a środowisko LGBT dostało bez ostrzeżenia od bandy Kopacz takiego przysadzistego kopniaka prosto w d.

Drogie cioteczki, lesby i transki oto jest cała Platforma Wszystkich Katolików, na którą myślicie zagłosować. Tu dalej nic się nie zmienia - banda tchórzy i hipokrytów, którzy trzęsą portkami przed proboszczem.

Media liberalne zawsze się rajcowały tym jak to Tusk umiejętnie łączy w PO elektorat konserwatywny i postępowy. Nazywało się to szpagatem Tuska: z jednej strony stawiamy na feministki w rządzie, w drugiej przymilamy się do Opus Dei. Tylko, że z tych szpagatów zawsze jakoś tak się okazywało, że to katolicki taliban dostawał w rządzie posady, które mają realny wpływ na tworzenie prawa, a nam lewakom ostawały się jakieś ogryzki w postaci nic nie znaczącego pełnomocnika.

Kopacz już widać trenowała gimnastykę i stawia szpagaty równie szerokie co Tusk. Tak więc mamy feministkę w rządzie, ale w przepisach, które nas dotyczą, jak zwykle nic się nie zmienia, a jeśli coś się zmienia to na gorsze. Polska z roku na rok jest coraz bardziej fundamentalistycznym zaściankiem.

I pytanie dla katolików: co wam da to, że urząd stanu cywilnego uprzykrzy życie gejowi, który chce wyjechać z tego kraju? Co wam da robienie bydła na blogu ambasady USA która daje wizę dla homoseksualisty, który zawiera za oceanem małżeństwo?

Przecież wam katolikom powinno chyba zależeć żeby te wstrętne pedały wyjechały za granice. Przecież ci geje i lesbijki, które idą do urzędu po kwita, robią to po to by wyjechać. Jak im dacie ten świstek to oni znikną i nie będą już plugawić tej Katolickiej Polskiej Ziemi Uświęconej Krwią Powstańców.

  Podobno jesteście wierzący. Podobno coś dla was znaczy tzw. „bóg”. Skoro tak to powinno wam zależeć na propagowaniu wiary w waszą religię. Przecież waszym obowiązkiem jest „ewangelizacja”. Ale to co robicie – utrudnianie życia obcym ludziom, którzy chcą wyjechać, jest wyrazem bezinteresownej nienawiści i świadczy jedynie, że jesteście pozbawionymi empatii kłamcami, niezdolnymi do uczuć wyższych. Tym samym tylko obrzydzacie nam swoją religię i sprawiacie, że coraz więcej ludzi ma w d… waszego „boga”.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Mój kolega z pracy mieszka na pięknym i nowoczesnym osiedlu grodzonym w dzielnicy, którą ostatnimi czasy bardzo upodobali sobie deweloperzy. Niestety spokojna okolica nie jest idealnym miejscem do zamieszkania, a to m.in. ze względu na bliskie sąsiedztwo wielkiej fermy kurzej, która często emituje uciążliwe smrody do otoczenia.

Teoretycznie w Polsce są kontrole smrodu, który jednak „mierzony” jest subiektywnym odczuciem inspektorów, a ponad to te kontrole muszą być zapowiadane. I tak się jakoś zawsze składa, że kiedy po interwencji mieszkańców osiedla zjawia się zapowiedziana 3 tygodnie wcześniej kontrola sanepidu to ferma coś robi, co sprawia że akurat tego dnia smrodu nie ma. Po czym następnego dnia smród w cudowny sposób pojawia się na nowo.

Zapowiadanie kontroli to efekt uchwalonej w 2009 r. nowelizacji Ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Był to pomysł Komisji Przyjazne Państwo pod przewodnictwem Janusza Palikota, który w owym czasie był neoliberałem który chciał dać więcej wolności przedsiębiorcom. Nowelizacja miała pomóc gnębionym i prześladowanym czempionom biznesu, których niszczyły potworne kontrole rodem z filmu „Układ”.

Liberałowie zawsze dużo mówią o wolności lecz, jak zauważył WO tak się jakoś zawsze składa że wolność jednych okazuje się ważniejsza od wolności innych. Wolność prowadzenia działalności gospodarczej jest tak ważna, że doczekała się nawet specjalnej ustawy (uchwalonej za czasów Leszka Podatek Liniowy Millera). Wolność mieszkańców od smrodu i syfu jest jak widać mało ważna, a już na pewno mniej ważna od wolności Pracodawcy od kontroli.

Liberałowie dużo mówią o „biurokratycznych przeszkodach” o „nieprzyjaznym prawie” o „powolnej i nieefektywnej biurokracji” przez którą przedsiębiorcy tracą dużo czasu. Nie śmiem wątpić że niesprawna administracja i nieżyciowe przepisy mogą być faktycznie dużym obciążeniem dla dzielnych przedsiębiorców, którzy nam zapewniają wzrost PKB. Jednakże bzdurne przepisy i niepotrzebne biurokratyczne procedury dotykają nie tylko biznesmenów ale też inne grupy społeczne. O ile „Gazeta Wyborcza” czy inny „Najwyższy Czas” często publikują apele o zniesienie „biurokratycznych barier” dla przedsiębiorców, o tyle podobne wezwania o usprawnienie administracji, z którą stykają się przeciętni obywatele jakoś nie przebijają się w mediach i nie są hasłami wyborczymi partii politycznych.

Państwa skandynawskie oprócz tego, że zapewniają przyzwoity poziom zabezpieczeń socjalnych szczycą się tym że mają bardzo sprawną administrację, która jest przyjazna dla przedsiębiorców (co widać nawet w rankingach przygotowanych przez neoliberalną Heritage Foundations) jak też pozostałych grup obywateli. Tymczasem w Polsce „walka z biurokracją” nie polega na tworzeniu sprawnej administracji dla wszystkich ale na umożliwieniu przedsiębiorcom łamania prawa i zwolnieniu ich z zakazu szkodzenia innym. Skądinąd wiem bowiem, że wspomniana ferma oprócz smrodzenia szkodzi społeczeństwu i środowisku na inne sposoby, które są nielegalne, ale jakoś odpowiednie instytucje nie radzą sobie z zwalczeniem tych nieprawidłowości, co jest skutkiem pozbawiania ich uprawnień przez kolejne nowelizacje ustaw uchwalane przez miłościwie nam panującą koalicję PO-PSL z czynnym udziałem tzw. opozycji.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11