Blog > Komentarze do wpisu

III RP - Republika Weimarska bis?

Jeden dzień, dwa różne miasta - ta sama sytuacja. W Krakowie i Poznaniu podobnie jak wcześniej w Katowicach doszło do ataku na skłot. W Krakowie zaatakowała władza, a Poznaniu zaatakowali "antysystemowcy" którzy twierdzą, że tej władzy nie lubią. Dlaczego to nie dziwi? Już pisałem na blogu, że władza PO z narodowcami przyjaźni się równie chętnie jak PiS i Kukiz. Stąd pełne pobłażliwości komentarze samorządowców, czy eks-ministra Jarosława Gowina. Taki sam wydźwięk ma komentarz prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka z PO, który bagatelizuje problem przemocy i apeluje o tolerancję dla kibiców. Liberalna tolerancja ma polegać na pozwoleniu skrajnie prawicowym bojówkom na atakowanie skłotersów, gejów, Romów, ekologów, Żydów, Ślązaków i każdego kto nie pasuje do wąskiej wizji polskości.

Charakterystyczna jest też postawa liberalnych mediów, które bagatelizują problem nacjonalizmu i cały czas mówią o przemocy "kibolskiej" o kibicowskich "chuliganach". Unikanie nazywania wprost sprawców przemocy ma na celu rozmydlenie świadomości i pokazanie, że w Polsce nie ma problemu agresywnej skrajnej prawicy, a jedynie tłumy młodych mężczyzn, nabuzowanych testosteronem, którzy muszą się wyszaleć. "GW" i TVN są tu w ścisłym sojuszu z tzw. "mediami niepokornymi", które z kolei zwalają całą winę na skłotersów, którzy ponoć sami się proszą o lanie, bo zajmują cudzą własność. Jakoś fakt, że naziole tę samą cudzą własność podpalają i niszczą Samuelom Pereirom i Dawidom Wildsteinom nie przeszkadza. 

Sojusz establishmentu PO i "antystemowej" prawicy pokazuje, kto tak naprawdę jest przeciw systemowi i kto stanowi realne zagrożenie dla obecnej kapitalistycznej oligarchii. Dobrze podsumował to kolektyw ADA Puławska w swym komentarzu: 

"Polscy nacjonaliści definiujący się jako „antysystemowi” są w stanie atakować centra pomocy społecznej, miejsca, w których pomoc uzyskują tak osoby eksmitowane, jak i imigranci. Tych właśnie miejsc władze państwowe pozbyłyby się najchętniej. Tragikomedią wydaje się sytuacja, gdy „antysystemowcy” stają się zbrojnym ramieniem władzy, demolując te miejsca, które walczą o polepszenie warunków socjalnych w Polsce."

Rozwój nacjonalizmu i sukcesy prawicy nie byłyby możliwe bez trwającego od ponad ćwierć wieku szerzenia neoliberalnej propagandy przez szkołę, media (zarówno prawicowe jak i "lewicowe"), Kościół i wszelkiej maści autorytety. Ponad dwie dekady wmawiania Polakom, że liczy się tylko jednostka, że dobro wspólne to iluzja, że trzeba dążyć do własnych korzyści, że wszelkie działania na rzecz społeczności to bolszewizm i tyrania, że musimy dążyć do sukcesu za wszelką cenę. Dekady pogardy dla słabszych, wyśmiewania się z tych, którym nie powiodło się, wmawiania że ofiary transformacji są same sobie winne.

Nacjonalizm buduje narrację wspólnoty etnicznej ale ustawia tę wspólnotę w systemie bezwzględnej rywalizacji i walki o zasoby, która przejmuje neoliberalną pogardę dla wykluczonych i wszelkich "innych". "Naród" w ideologii nacjonalistów zastępuje jednostkę w ideologii liberalnej. Nacjonalizm zachowuje jednak wiarę w darwinizm społeczny i wolnorynkową konkurencję, która prowadzi do wyniszczenia przegranych. Tyle że zamiast walki jednostek jest walka "narodów". Afirmacja idei wolnego rynku i konkurencji sprawia, że nacjonaliści tak dobrze wpisują się w panujący system i dogadują się z liberałami.

Nie powinno zatem dziwić, że środowisko, które głosi idee kooperacji, wspólnoty inkluzywnej, solidaryzmu społecznego zostało tego samego dnia zaatakowane przez aparat liberalnej władzy i przez bojówki nacjonalistów. Ludzie związani z ruchem skłotersów głoszą idee wywrotowe dla obecnego systemu, a także pokazują że można te idee realizować. Wartości takie jak humanizm, dobro wspólne i solidarność oraz wizja społeczeństwa wolnego od bezwzględnej rywalizacji, to coś co stanowi prawdziwe zagrożenie dla systemu i będzie bezwzględnie zwalczane przez cały prawicowo-liberalny aparat represji i nienawiści.

W świetle powyższych wydarzeń jako skrajnie niebezpieczne należy uznać zapowiedzi nowego idola "antysystemowej" młodzieży Pawła Kukiza, który chce wprowadzenia kontroli mediów i karania mediów które głoszą "nieprawdę" w szczególności zagrażającą tzw. "polskiej racji stanu". Nie ma wątpliwości, że to przyszła władza będzie oceniała co jest prawdą i będzie definiowała co jest "polską racją stanu". Jeśli prawica wprowadzi w Polsce cenzurę na wzór putinowskiej Rosji, karalna będzie każda krytyka neoliberalnego ustroju i każde podważanie idei państwa. Już samo krytykowanie pojęcia "narodu" może zostać uznane za zamach na "polską rację stanu". Tak samo jak głoszenie solidarności ponad granicami.

Na listach Kukiza i PiS w przyszłym Sejmie znajdzie się zapewne mnóstwo nacjonalistów, którzy wykorzystają frustrację młodego pokolenia, do usankcjonowania przemocy. Kukiz głosi idee bezwzględnej rywalizacji, której wyrazem są zresztą JOW-y. Ordynacja większościowa i okręgi jednomandatowe są krytykowane za wypaczanie wyników wyborów, za manipulowanie granicami okręgów wyborczych, za monopolizowanie sceny politycznej przez duże partie. Jednak zasadniczy problem z JOW-ami leży gdzie indziej.

Ordynacja proporcjonalna osadzona jest na koncepcji społeczeństwa inkluzywnego, w którym różne grupy i różne światopoglądy mają swoje miejsce w debacie parlamentarnej. Dzięki czemu dopuszcza się małe partie do parlamentu i dba o to by skład parlamentu odzwierciedlał zróżnicowanie społeczeństw. JOW natomiast jest idealnym systemem wyborczym dla kogoś, kto wierzy w darwinizm społeczny i bezwzględną rywalizację aż do wyeliminowania przeciwnika. Ordynacja większościowa opiera się na zasadzie "zwycięzca bierze wszystko" i na tyranii większości, która nie dopuszcza mniejszości do debaty publicznej.  

W tym świetle nie rozumiem zdziwienia, faktem że Kukiz chce wprowadzenia cenzury. To jest logiczny następny krok po wprowadzaniu JOW. Eliminujemy mniejszości z parlamentu i kneblujemy im usta. Miejsce w debacie publicznej monopolizuje ideologia neoliberalna w wersji indywidualistycznej i nacjonalistycznej.

Za parę miesięcy możemy obudzić się nie tyle w IV RP bis ale w czymś o wiele gorszym. Wiara w bezwzględną rywalizację, "antysystemowe" bojówki którzy staną się już oficjalnym elementem władzy i monopolizowanie przestrzeni publicznej przez prawicę to droga do likwidacji demokracji i wprowadzenia oligarchii z elementami faszyzującymi, wolnorynkowymi i nacjonalistycznymi. Na razie chcę jeszcze walczyć o zmianę, ale chyba czas szykować walizki.

wtorek, 09 czerwca 2015, meinglanz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/06/09 19:59:40
A ja się właśnie zastanawiam skąd się to bierze...
Owszem, masz rację, że ultraliberalizm ukazuje się w mediach (niemal wszystkich), jako system bezalternatywny, a prawicowa młodzież stawia tylko kropkę nad i, tam gdzie dojrzalsi jednak mają moment zawahania.
Ale z drugiej strony, taka negacja wszystkiego z punktu widzenia skrajnej prawicy to jednak u nas nowość, może nie w sensie formy (JKM zawsze był mocny u dzieci i młodzieży), ale zasięgu. Zastanawiam się, czy nie jest tak, że nieproporcjonalnie wielu młodych i socjal-liberalnych wyjechało za granicę, zostawiając głównie beton? A może tylko nie miałem nieszczęścia kontaktów z naszą Polonią...
-
2015/06/11 12:38:12
@pak4
Lewicy w Polsce nikt nie popiera poza garstką niedobitków inteligencji. A poczucie zbyt wolnych zmian, stagnacja i anomia w społeczeństwie sprzyja wzrostowi tendencji faszystowskich.

@autor bloga
Ciekawi mnie w ogóle przypadek Kukiza i powiązań między muzyką rockową a tendencjami autorytarnymi, kultu wodza. Pisał o tym kiedyś John Cage w kontekście odbioru przez siebie muzyki inspirowanej punk rockiem.

suburbanscene.blogspot.com/2009/02/cage-on-branca.html
-
2015/06/15 11:43:27
Diagnoza wydaje się słuszna, obawy uzasadnione. Propozycji co w takim razie można robić aby odwrócić odczuwalną i przeczuwalną dynamikę zmian - wobec ewidentnej nieskuteczności wszystkiego, co było - niestety brak i to czyni jeszcze bardziej bezradnym.
Fatalizm jest jednak mało konstruktywnym wyjściem. Dręczy mnie brak odpowiedzi na pytanie dlaczego rozczarowani dryfują u nas na prawo a np. w Grecji, Hiszpanii i Portugalii zdecydowanie na lewo. Natomiast we Francji i w Niemczech dochodzi do stratyfikacji: jednoczesnego dryftu na boki. Można odnieść wrażenie, że kierunek zmian jest przypadkowy, nie kierunek jest istotny lecz imperatyw dający się podsumować w jednym zdaniu: nie kierunek zmian jest istotny lecz świadomość (lub przeczuwalność) jej konieczności. Musi się zmienić, choćby na gorsze, ale musi. Przekora i fatalizm podają sobie rękę. Każdy rodzaj frustracji znajdzie swoich populistów, którzy tę frustrację wcześniej czy później zinstrumantalizują.

BTW: z całym szacunkiem, porównianie z Republiką Weimarską odrobinę kuleje. Tragedia RW polegała na zanikaniu środka gotowego bronić kruchej i kulawej demokracji przy jednoczesnej radykalizacji obu skrzydeł. Ci z prawej i ci z lewej ustawili sobie otwarte i liberalne społeczeństwo i jego obrońców jako wroga. Scena rozbiegła się na boki nie pozostawiając zbyt wielu obojętnych w środku.

U nas mamy do czynienia z odmiennym obrazem. W narracyjnej wojnie siedmioletniej wygrywają bezwzględniejsi i gotowi lepiej i skuteczniej kłamać. Przewracamy się powoli na bok ciągnięci przez przerośnięte prawe skrzydło. Będąc (historycznie rzecz biorąc) zawsze ofiarami nie mamy odporności na autorytarne ukąszenie. Wyhodowaliśmy rodzimy rasizm bez odmiennych kolorowo grup etnicznych, podobnie jak udało nam się wychołubić antysemityzm bez żydów. Pałkarze to nasi chłopcy bo redukcja różnorodnych form patriotyzmu do kibicowania narodowego musiała do tego doprowadzić.