Blog > Komentarze do wpisu

Wściekły hipster nie obali systemu

Protesty w Brazylii i Turcji to pierwsze masowe rewolucje mieszczańskie w krajach uważanych za prymusów rozwoju gospodarczego. Buntują się już nie robotnicy, czy biedni rolnicy, ale wykształceni mieszkańcy metropolii, o których mówi się, że są beneficjentami wzrostów PKB i powinni dyskutować o Lacanie w herbaciarni lub lansować się w Starbucksie, a nie rzucać koktajlami Mołotowa w czołgi.

Wielu komentatorów porównuje te protesty do arabskiej wiosny i ruchu Occupy. Podkreśla się różnice, jak to że w krajach północnej Afryki chodziło o obalenie krwawych dyktatur, a Turcja i Brazylia są krajami co prawda kulejącej, ale jednak pluralistycznej demokracji. To wszystko prawda, ale kontekst społeczny jest tu bardzo podobny. Zarówno w Turcji i Brazylii jak też Tunezji i Libii demonstracje rozpoczęło mieszczaństwo, które domaga się większego wpływu na politykę.

Protesty w Sao Paulo i Stambule są o tyle ciekawe, że ich pretekstem były problemy, które są głównymi sprawami, którymi zajmują się polscy miejscy aktywiści. Kwestie transportu publicznego i zieleni miejskiej, które u nas omawiane są podczas kawiarnianych dyskusji i artystycznych happeningów w Turcji i Brazylii wywołały masowe demonstracje przeciw systemowi. Mieszczanom w tych krajach nie podoba się rosnące rozwarstwienie społeczne, prekaryzacja klasy średniej, rządy skorumpowanej oligarchii i fakt, że na dynamicznym wzroście gospodarczym bogaci się tylko garstka kreoli.

Polscy mieszczanie, którzy mają podobne problemy jak brazylijscy czy stambulscy prekariusze nie chcą się buntować ponieważ ciągle wierzą, że kapitalizm zapewni im poprawę sytuacji życiowej. Polakom mogą nie podobać się pewne zmiany w przestrzeni miejskiej, czy szkodliwe decyzje władz, ale nie ma buntu przeciw systemowi jako takiemu. Dlatego plany budowy kolejnej galerii handlowej w Katowicach, zamykanie Wyspy Słodowej we Wrocławiu czy drogie bilety ZTM w Warszawie nawet jeśli wywołują oburzenie polskich mieszczuchów, to ich reakcja ogranicza się do lajkowania protestów na Facebooku. Skwerek, czy ścieżka rowerowa to nie jest powód do robienia rewolucji ani w Warszawie ani w Rio czy Stambule, gdzie były to jedynie zapalniki buntu, a nie cała jego treść.

Jednak obserwacja tego co dzieje się w Turcji i Brazylii oraz co zostało po arabskiej wiośnie i ruchu Occupy daje raczej pesymistyczne wnioski. Zbuntowani hipsterzy nawet jeśli narobią wielkiego szumu i wywołają masowe demonstracje, to nie odnoszą sukcesu politycznego. Ruchy mieszczan są bowiem niezorganizowane. Brakuje im jednolitego programu i sprawnego przywództwa. Nie ma reprezentacji politycznej. W Egipcie po buncie mieszczan, który obalił dyktaturę, władzę przejął kler popierany przez biedotę. Ruch Occupy został brutalnie i bezprawnie spacyfikowany przez służby specjalne, które namierzyły jego uczestników dzięki inwigilacji Internetu, której kulisy ujawnił Snowden. Protestu w Turcji i Brazylii wkrótce ustaną i nie doprowadzą do większych zmian, bowiem w tych krajach nie ma siły politycznej takiej jak partie zielonych, czy Lewicy w Niemczech, które mogłyby postulaty mieszczan głosić w parlamencie. Wniosek jest zatem taki sam od lat: drodzy hipsterzy nie protestujcie tylko zakładajcie komitety!  

sobota, 22 czerwca 2013, meinglanz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: